I za to kocham FPS-y. Najnowsza darmowa strzelanka na Steam zaskakuje jakością

Arena Breakout: Infinite to perełka w kategorii
PG Exclusive Publicystyka

Jeden z najgłupszych tytułów gier w ostatnim czasie to także zaskakująco solidna i kompetentna strzelanka dla wielu graczy. Niedawna premiera gry za darmo na Steam zbiegła się z moim czasem wolnym, więc udało mi się sprawdzić, czymże ta Arena Breakout: Infinite w ogóle jest.

Breakout Arena: Infinite? Infinite Breakout: Arena? A może Arena Blackout: Infinite? Naprawdę nigdy nie zdarza się, abym kompletnie zapominał tytułu danej gry, szczególnie w momencie, gdy właśnie w nią gram. Tutaj jednak trzy losowe słowa pasują do siebie w każdej wariacji, ale jest w tym coś pozytywnego. Bo jak na razie to mój (prawie) największy zarzut wobec nowej gry wydanej przez Morefun Studios. Chińskie studio należącego do molocha Tencent wydało swój pierwszy tytuł w pełnej, darmowej wersji dostępnej na Steam, co skłoniło mnie do spróbowania swoich sił. Przypomniałem sobie tym samym, za co nienawidzę i uwielbiam naraz extraction shootery.

Arena Breakout: Infinite to Tarkov Lite

Swego czasu nabiłem setki godzin w Hunt Showdown, bodaj najdoskonalszym, choć nadal niepozbawionym błędów extraction shooterze, tym razem od Cryteka. FPS ma się dobrze nawet dziś, choć po wielkiej aktualizacji wprowadzającej sporo zamieszania, kompletnie przeszła mi ochota, aby tam wrócić. Kompetytywnie od jakiegoś czasu gram w zasadzie jedynie w CS-a i… tyle. No wiem, wiem, trochę posucha. Overwatch 2 kompletnie mi się znudził, a Marvel Rivals nie włączałem od dawna. Wydanie Breakouta na Steam to więc idealna okazja, aby spróbować zawojować mój czas wolny.

I choć może nie do końca wszystko się udało, to jak na razie jestem dobrej myśli. Nie jest to może jakaś rewolucja czy coś, co wciągnie mnie na tyle godzin co wymienione powyżej pozycje. Mimo wszystko Arena Breakout: Infinite łączy ze sobą głębię realistycznych, hardcore’owych extraction FPS-ów z dość mało skomplikowanymi zasadami dla początkujących i systemem strzelania mocno zajeżdżającym arcade’owym shooterem. Więc tak, na swój sposób jest to faktycznie Escape from Tarkov w wersji lite.

Od wczesnych dostępnych wersji tytuł ten zapowiadano przede wszystkim jako darmowego konkurenta Escape from Tarkov. Przyznam, że to dość spore ambicje, bo mówimy o jednym z najbardziej hardcore’owych i nieprzystępnych FPS-ów na rynku, który mimo ciągłego bycia we wczesnym dostępie, przekonał do siebie bardzo dużą liczbę straceńców. Ja sam nie miałem jeszcze okazji go nadrobić, choć doskonale wiem, „z czym to się je”. Może premiera pełnej wersji na Steam też mnie do tego przekona?

Coś ciekawego w kategorii „gry za darmo” to rzadkość

Nie zrozumcie mnie źle, na Steam i tym podobnych znajdziemy tony świetnych gier free-to-play. Jednak nowa premiera mogąca skłonić do siebie graczy i nie umrzeć po miesiącu to faktycznie rzadkość. Wcześniej zachwalałem choćby Marvel Rivals, które faktycznie żyje po dziś dzień i cieszy się sporą popularnością. Z Arena Breakout: Infinite może być podobnie, lecz nadal mówimy o znacznie mniejszej skali. To zresztą nie dziwi, bo i target jest zupełnie inny.

Głównym odbiorcą Areny jest zatem weteran FPS-ów, fan extraction shooterów i kompetytywnej, wymagającej rozgrywki, który wcale nie obraża się na gry-usługi i może poświęcić sporo czasu, aby dogłębnie poznać sporo zasad rządzących światem gry. Z czego tutaj wejście jest dość proste. Tutorial wiele nie daje, ale po kilku meczach zaczynamy rozumieć, o co tu chodzi. Bo nie jest to kolejne Call of Duty, a faktycznie coś bardziej wymagającego. Przy czym próg wejścia jest niższy w Escape from Tarkov, który od startu jawnie pokazuje, że nienawidzi gracza. Co jest zabawne, bo obydwie pozycje są do siebie bliźniaczo podobne.

CZYTAJ RÓWNIEŻ  Najlepsze DLC do Euro Truck Simulator 2. Mnóstwo krajów, dodatki i nowe zlecenia

W obydwu mamy przecież mnóstwo wyposażenia, które zabieramy ze sobą na misje. Są hełmy, słuchawki, plecaki, uprzęże – wszystko w zasadzie definiujące nasze szanse na przetrwanie. Tony broni, których rozgryzienie może zająć aż zbyt wiele czasu (nie oszukujmy się, i tak będziecie biegać z kałachem albo jakąś snajperką). No i przede wszystkim – zatrzęsienie amunicji. Do jednego gnata mamy po kilka rodzajów pocisków, co, jak widziałem w internecie, swego czasu zniechęciło do Tarkova wielu graczy, niechętnych na naukę zasad, co do czego i przeciwko czemu. Początkowe dostępne tryby rozgrywki w Breakout Arena: Infinite (ach, cholera) są jednak na tyle „luźne”, że z pewnością wystarczą graczom nieco bardziej obeznanym w FPS-ach. Dla innych… może być ciężko, ale oni przecież nie są targetem twórców.

Pierwsze godziny i tak mogą zawrócić w głowie

Zasady na pozór nie są tu szczególnie skomplikowane… początkowo. Bo wystarczy brać gnata, lootować i strzelać, nie? No niby tak. Jednak jak w każdym FPS-ie ekstrakcyjnym, liczy się przywiązanie do detali. Cała rozgrywka skupia się na wyborze sprzętu (albo i nie, jeśli wolicie nie ryzykować i biegać z nożem jak szaleniec) i mapy. Z czasem odblokowuje się nam więcej dość sporych, otwartych map, podzielonych przede wszystkim na nieco bardziej zindustrializowane obiekty i w większości puste tereny między nimi. Najlepszy sprzęcik znajdziemy tam, gdzie są budynki, ale wiadomo – inni gracze też go szukają. Z kolei na pięknej łączce łatwo o banie, więc… pick your poison.

Sęk w tym, że jednocześnie oprócz graczy (od solo do grup po 4 osoby) są tam też NPC. Tacy przeciwnicy raczej nie mają podejścia do wysokolevelowego weterana z ciężkim uzbrojeniem (no, może prócz bossów). Sterowane komputerowo postacie zachowują się jednak jak inne żywe osoby. Biegają, kręcą się, skradają, a czasami nawet i lootują. Także bardzo często początkowo nie wiemy, czy to właśnie gracz, czy jednak tylko NPC. Jeszcze więcej dopaminy do żył pompuje możliwość wcielenia się przez gracza w losowego NPC-a, aby dodatkowo zawrócić w głowie potencjalnym, żywym celom.

Z czasem oczywiście to wszystko robi się bardziej skomplikowane. Pojawiają się raidy stricte pod bossów. Mamy dodatkowe, bardziej hardcorowe tryby, do których dostęp mamy tylko z najlepszym sprzętem i specjalnymi biletami. Zabawy jest więc sporo, a całość wciągnęła mnie na razie bardziej niż Delta Force. Darmowy FPS mający być objawieniem w segmencie free-to-play niestety do mnie nie przemówił, więc tym bardziej cieszę się, że zainteresowałem Arena Infinite: Breakout.

Arena Breakout: Infinite, no dobra

Chińska pozycja jest ponadto nastawiona na zarabianie kasy, ale bez inwazyjnych praktyk. Nie ma tu smutku rodem z gamingowej i też darmowej Gry o Tron, gdzie po kilku godzinach nie da się grać, jeśli nie będziemy płacić. Tutaj jasne, mamy zablokowane wyposażenie, ale w większości to skiny i inne paczki. Tak naprawdę w trakcie pierwszych raidów zebrałem na tyle dużo wyposażenia, śmieci, przedmiotów i kasy, że starcza mi do tej pory – nawet jeśli zaliczam porażkę za porażką (na szczęście rzadko, żeby nie było).

CZYTAJ RÓWNIEŻ  Najlepsze DLC do Euro Truck Simulator 2. Mnóstwo krajów, dodatki i nowe zlecenia

Mamy do dyspozycji wirtualnych handlarzy, którzy oferują nam swoje usługi z rotacyjnym sprzętem. Jest rynek wewnątrz gry, gdzie za wielokrotność wartości można sprzedawać co bardziej interesujące przedmioty. Te z kolei inni gracze mogą kupić, aby wymienić na dane akcesorium. To ciekawa sprawa, bo customizacja broni jest bardzo rozbudowana, możemy składać każdą pukawkę pod własne „widzi-mi-się”. Z czasem zaczyna to być obowiązkiem, bez którego nie ma sensu nawet wybierać się na wyżej levelowe raidy. Tak samo zresztą z podstawową amunicją. Dość szybko będziecie ją sprzedawać, aby kupić coś lepszego, co szybciej ubije wroga kryjącego się za grubą kamizelką.

Do tego wszystkiego dochodzą misje. Jak w Tarkovie, zazwyczaj polegają na eksploracji, znalezieniu czegoś, zabiciu kogoś i tak dalej. Część wybieramy przed meczem, a część dostępna jest w specjalnych konsoletach w trakcie starcia. Wszystko to przekłada się na największy mankament Arena Breakout: Infinite (ha!): zalewanie menusami rodem z najgorszych mobilnych śmieci. Call of Duty HQ i tak jest bardziej irytujące w nawigowaniu, ale jednak tutaj dostajemy przeklikiwanie się przez dziesiątki różnych segmentów i sekcji, aby tylko odebrać czekające na nas w wielu miejscach bonusy za logowanie. Koszmar.

Gry za darmo i wysoka jakość? No proszę, proszę!

W tym wszystkim mimo wszystko jest sporo dobrej, zdrowej rywalizacji. Dla części graczy strata całego sprzętu może wiązać się z rzuceniem myszką i wywaleniem gry do kosza, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że właśnie o to w tym chodzi. I chińska produkcja robi to całkiem dobrze. Może nie wytycza nowych szlaków, nie przedstawia rewolucyjnych pomysłów czy technologii (działa zresztą dość średnio, bywają też problemy z rejestracją pocisków i trafień), ale angażuje. Na tyle, że po 10 godzinach jej jeszcze nie odinstalowałem. A to, jak na darmowe produkcje, całkiem sporo.

Nie wiem jeszcze, czy Arena Breakout: Infinite przyciągnie na dłuższą metę wystarczająco graczy, aby w ogóle mówić o sukcesie i czy ma przed sobą jakąkolwiek perspektywę w przyszłości, choć to wiele zależy od ambicji samych deweloperów. Jak na razie jest dobrze, ale przede wszystkim dlatego, że mówimy o dość jawnej kalce Escape from Tarkov. Extraction shooterów jak na pęczki, ale w wymagającym stylu Tarkova nie ma ich aż tylu. A przecież Arena jest też free-to-play. I jeszcze w wersji „ułatwionej”, jakby nie patrzeć. I tyle chyba wystarczy, aby przynajmniej na razie fani FPS-ów powinni się tym zainteresować.

Drogi Czytelniku! Niektóre odnośniki zawarte w artykułach mają charakter afiliacyjny. Kliknięcie w taki link lub dokonanie za jego pośrednictwem zakupu, nie wiąże się dla Czytelników z żadnymi dodatkowymi kosztami. Pozwala nam natomiast otrzymać prowizję, dzięki której możliwe jest utrzymanie i rozwój pracy Redakcji.

Dziękujemy za wsparcie!
Artur Łokietek
O autorze

Artur Łokietek

Redaktor
Zamknięty w horrorach lat 80. specjalista od seriali, filmów i wszystkiego, co dziwne i niespotykane, acz niekoniecznie udane. Pała szczególnym uwielbieniem do dobrych RPG-ów i wciągających gier akcji. Ekspert od gier z dobrą fabułą, ale i koneser tych z gorszą. W przeszłości miłośnik PlayStation, obecnie skupiający się przede wszystkim na PC i relaksie przy Switchu.

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie