Call of Duty 2. Klasyk, który wprowadził serię na salony

Call of Duty 2. Klasyk, który wprowadził serię na salony
PG Exclusive Publicystyka Retro

Zanim Call of Duty stało się synonimem futurystycznych broni, mikrotransakcji i walki z zombie, była wojna. Taka prawdziwa, znana z kart historii, szkoły i filmów. Druga odsłona cyklu to gra, która zmieniła reguł w całym gatunku FPS. Call of Duty 2 to tytuł, który nie tylko zdobył serca graczy, ale też zapisał się złotymi zgłoskami w historii strzelanin. A jego wpływy widoczne są do dziś.

Spis treści:

  1. Kiedy wojna była jeszcze surowa, prawdziwa i genialna
  2. FPS-y przed i po Call of Duty 2
  3. Technologiczny skok do przodu
  4. Wielki, acz niedoceniany multiplayer w Call of Duty 2
  5. Call of Duty 2 to nadal cudowna gra – mimo upływu lat
  6. Klasyk, który przetrwał próbę czasu

Kiedy wojna była jeszcze surowa, prawdziwa i genialna

W 2005 roku Call of Duty 2 weszło na scenę i momentalnie pokazało, że strzelanki mogą wyglądać (i działać) inaczej. Dziś mechanika regeneracji zdrowia to absolutny standard, ale wtedy? To był duży szok dla graczy, ale i swoiste urozmaicenie zabawy. Koniec z desperackim szukaniem apteczek i panicznym zapisywaniem gry co kilka minut. Wystarczyło się schować za murem, przeczekać ostrzał i wrócić do walki. Proste, ale wtedy rewolucyjne. To też nie tak, że zupełnie ułatwiało sprawę. Zmiana? Owszem, niekoniecznie zaś zwrot w stronę łatwej zabawy.

Ale to nie tylko gameplay sprawił, że Call of Duty 2 zapisało się w pamięci graczy. Kampania była jak z hollywoodzkiego filmu. To znaczy dynamiczna, brutalna i emocjonująca. Skakaliśmy między frontami, od mroźnego Stalingradu, przez pustynie Afryki, aż po zniszczoną Europę Zachodnią. Desanty, oblężenia, zasadzki, każda misja trzymała w napięciu, a gra zaskakiwała dbałością o detale, które w tamtym czasie robiły niesamowite wrażenie. Do dziś pamiętam kultowy już tutorial z rzucaniem ziemniakami. Niby tylko warzywo, a pozwoliło nam nauczyć się obsługi granatów…

FPS-y przed i po Call of Duty 2

Zanim drugi CoD trafił na rynek, świat strzelanek dominowały gry pokroju Medal of Honor czy Return to Castle Wolfenstein. To były dobre tytuły, ale opierały się na starych schematach. Mam tu na myśli punkty zdrowia, rozbudowane interfejsy i dośc schematyczne misje. Call of Duty 2 postawiło na płynność, immersję i filmowość. Właśnie tym sequel podbił serca graczy. Regeneracja zdrowia zmieniła sposób, w jaki graliśmy, musieliśmy przeredagować swoje strategie. Zamiast powolnego przebijania się przez poziomy z apteczką w jednej ręce, dostaliśmy dynamiczną akcję, która nie karała za każdy najmniejszy błąd. Do tego system AI wrogów i towarzyszy był na tamte czasy naprawdę imponujący. Gdy grałem w to po raz pierwszy, czułem mocne zdziwienie na widok działających przeciwników. Wrodzy żołnierze flankowali, chowali się za osłonami i sprawiali wrażenie, że naprawdę próbują nas pokonać. Przy okazji (zachowując oczywiście skalę), jako tako „myśleli”.

Zobacz też: Najlepsza strzelanka 2025 roku na PS5 w promocji! Teraz musicie zagrać

Gra zredefiniowała również sposób narracji w grach wojennych. Zamiast jednego bohatera, dostaliśmy kilku. Wśród nich rosyjski rekrut, brytyjski komandos i amerykański trep szeregowy. Dzięki temu mogliśmy doświadczyć wojny z różnych perspektyw, co nadawało historii więcej głębi i emocji. Motyw ten spodobał się na tyle, że stał się swego rodzaju elementem rozpoznawczym serii. Przez kolejne lata następne odsłony pozwalały nam śledzić akcję z różnych perspektyw. Dla mnie było to idealne pokazywanie wirutalnej wojny z jej emocjami i różnymi zwrotami akcji.

Technologiczny skok do przodu

Na tle konkurencji Call of Duty 2 prezentowało się również doskonale pod względem technicznym. Silnik graficzny oferował świetne efekty specjalne wybuchów i oświetlenia, które wtedy wyglądały niczego sobie. Szczególnie zapadły w pamięć sceny ze Stalingradu czy obrona El Alamein. Były pełne sugestywnej akcji i wydarzeń. Tu coś wybuchło, tam było widać wystrzały, działania wrogów, a nawet epickie wybuchu z dział pancernych.

Zobacz też: PS5 pomaga Microsoftowi. Xbox odkrył prosty trik na zarabianie kasy

Gra pojawiła się także na Xbox 360 jako jeden z tytułów startowych i pokazała, że nowe konsole mogą oferować wrażenia niemal kinowe. Dla wielu graczy Call of Duty 2 to była pierwsza gra, która była iście next-genowa. Oczywiście jak na swoje czasy. Łatwo zapomnieć, jak wielkie wrażenie robił wtedy ekran bez HUD-u, z na którym i tak mnóstwo się działo. Dźwięk nie pozostawiał wiele do życzenia. Odgłosy strzałów, komendy żołnierzy, wrzaski rannych, to wszystko tworzyło niesamowitą atmosferę wojny. Swój popis dali też aktorzy głosowi. Choć w Polsce otrzymaliśmy wersję kinową, to wrzaski i rozkazy i tak były bardzo… czytelne.

Wielki, acz niedoceniany multiplayer w Call of Duty 2

Osobny akapit to idealne miejsce na streszczenie trybu multiplayer. Był on znacznie prostszy niż dzisiejsze systemy rankingowe i klasowe, ale właśnie to nadawało mu specyficznego uroku. Pisałem już tu o surowości i idącym za tym klimatem. Tak jest właśnie w przypadku trybu online. Brak perków, killstreaków i chaosu. W zamian czysta walka drużynowa oparta na umiejętnościach i znajomości map. Multiplayer w CoD 2 to także początek legendarnych pojedynków snajperskich w Carentan czy klanówek w Toujane. Dla wielu graczy to była pierwsza poważna przygoda z e-sportem. A warto zaznaczyć, że jak na tamte czasy to nie było wcale takie oczywiste. Twórcom udało się przygotować idealne środowisko to zmagań po sieci.

Zobacz też: 9 zł zamiast 229 zł za wielką grę AAA na 50 godzin zabawy. Mega promocja

Jeżeli tęsknicie za tym klimatem, to warto rozejrzeć się za fanowskimi i nieoficjalnymi serwerami. Gra cieszy się dużą renomą, więc pewnie niejedna ekipa nadal zasiada do strzelania po sieci.

Call of Duty 2 to nadal cudowna gra – mimo upływu lat

W czasach, gdy Call of Duty kojarzy się głównie z przepustkami sezonowymi, gigantycznymi aktualizacjami i nadmiarem wszystkiego, powrót do dwójki to jak wyprawa do prostszych, bardziej dziecięcych niemal czasów. To produkcja, która nie potrzebowała dziesiątek mechanik i dzikiej ilości „contentu”. Ba, nawet przepustek sezonowych nie było! Wystarczył jednak karabin, okopy i emocje. To było jakieś takie… prostsze.

Zobacz też: Kto to wymyślił? Te gadżety do PlayStation są dziwaczne

Warto o tym pamiętać, bo to właśnie Call of Duty 2 zbudowało fundamenty, na których stoi cała ta popularna seria. To przy okazji tej gry zaczęła się ta charakterystyczna dynamika, filmowe tempo akcji i przystępność, która przyciągnęła miliony graczy. Gra potrafiła dać w kość, ale same zasady były proste. Każdy mógł zacząć w to grać i dobrze się przy okazji bawić. Gdyby nie ta odsłona, być może dziś nie mówilibyśmy o Call of Duty jako o jednej z największych marek w historii gier.

Klasyk, który przetrwał próbę czasu

Choć trudno w to uwierzyć, od premiery Call of Duty 2 minęło już prawie 20 lat. Niektórych z nas nie było jeszcze na świecie, gdy ta rewelacyjna produkcja wchodziła do sprzedaży. Mimo to, ta gra wciąż ma w sobie coś wyjątkowego, unikatowego. Nie tylko zachwycała jak na swoje czasy technicznym kunsztem i nowym podejściem do rozgrywki, ale też rzeczywiście wpłynęła na to, jak dziś wyglądają popularne shootery. Wiele z mechanik, które dziś uznajemy za oczywiste, narodziło się właśnie w tym przypadky. To jeden z tych tytułów, do których warto wrócić. Niezależnie od tego, czy kieruje tobą nostalgia, ciekawość, czy po prostu chce się wrócić do „starych, dobrych czasów”. Call of Duty 2 wyznaczyło wyraźną ścieżkę dla mnóstwa późniejszych, jeszcze lepszych gier. A o korzeniach zawsze warto pamiętać! Ja niedawno miałem okazję wrócić do tej przesympatycznej produkcji. Jasne, grafika już nie ta, ale klimat nadal jest.

Źródło: Opracowanie własne

Drogi Czytelniku! Niektóre odnośniki zawarte w artykułach mają charakter afiliacyjny. Kliknięcie w taki link lub dokonanie za jego pośrednictwem zakupu, nie wiąże się dla Czytelników z żadnymi dodatkowymi kosztami. Pozwala nam natomiast otrzymać prowizję, dzięki której możliwe jest utrzymanie i rozwój pracy Redakcji.

Dziękujemy za wsparcie!
Dawid Szafraniak
O autorze

Dawid Szafraniak

Redaktor
Pierwsze growe szlify zbierał jeszcze w erze PS1, aby później zapoznawać się z kolejnymi wcieleniami japońskiej konsoli, skosztować Xboksa i Switcha. Ostatecznie najbardziej lubi PC, a ostatnio nawet i granie w chmurze. Królują u niego FPS-y, gry akcji nieczęsto górujące nad filmami i tytuły wyścigowe, które podobno #nikogo. Święta Trójca gamingu? Pierwsze Modern Warfare, seria Mass Effect i Uncharted. Bez tego nic nie miałoby sensu. Poza grami lubi planować kolejne podróże i chwytać za aparat fotograficzny podczas meczów piłki nożnej.

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie