Darmowe RPG kradnie z Wiedźmina? Burza wokół świeżej premiery na Steam
Dreadmyst błyskawicznie wspięło się na listy popularności Steam, ale po kilku dniach wokół gry wybuchła poważna afera. Gracze i twórcy oskarżają autorów o kradzież assetów i brak podstawowych zabezpieczeń.
- NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE W SKRÓCIE:
- Dreadmyst oskarżane jest o używanie skradzionych grafik i dźwięków
- Część ikon ma pochodzić z Magic: The Gathering, Lords of the Fallen i Wiedźmina
- Twórca gry ma mieć powiązania z kontrowersyjną postacią znaną z MMORPG
- Gra nie posiada regulaminu ani polityki prywatności, mimo wymogu rejestracji
Jeszcze kilka dni temu Dreadmyst było opisywane jako jeden z ciekawszych darmowych debiutów na Steam. Gra szybko zdobyła popularność, zebrała sporą liczbę graczy i zaczęła przewijać się w rekomendacjach. Także i u nas mogliście przeczytać o debiucie produkcji. Teraz jednak sytuacja mocno się komplikuje, bo wokół tytułu narosły poważne zarzuty, które mogą całkowicie zmienić jego odbiór.
Dreadmyst „pożycza” assety
Dreadmyst znalazło się pod ostrzałem społeczności po tym, jak gracze zaczęli dokładniej przyglądać się zawartości gry. Według licznych zgłoszeń ikony przedmiotów oraz elementy interfejsu mają być bezpośrednio zaczerpnięte z takich marek jak Lords of the Fallen, serii Wiedźmin oraz karcianego Magic: The Gathering. Do tego dochodzą doniesienia o dźwiękach rzekomo wyciągniętych z MMORPG Aion.
Kontrowersje pogłębia osoba głównego dewelopera, występującego pod pseudonimem Xjum. Według użytkowników Reddita i Discorda ma to być ta sama osoba co Gummy52, postać znana w społeczności World of Warcraft z zamykania prywatnych serwerów i porzucania projektów. Co więcej, oba konta mają używać tego samego logo, a sam twórca w przeszłości miał zmieniać nazwę konta Steam na wyjątkowo prowokacyjną. Gdy pojawiły się pytania o te powiązania, autor gry wszystkiemu zaprzeczył, a krytyczne wpisy zaczęły znikać z forów i Discorda.
Na tym jednak nie koniec problemów. Dreadmyst wymaga zakładania konta poprzez stronę opartą na WordPressie, ale jednocześnie nie udostępnia działającego regulaminu ani polityki prywatności. Przyciski ToS i Privacy Policy mają być jedynie atrapami, które nie prowadzą do żadnych dokumentów. To wzbudziło poważne obawy dotyczące bezpieczeństwa danych graczy, zwłaszcza że gra jest sieciowa.
Część społeczności nawołuje już do zgłaszania Dreadmyst do Valve, aby wymusić reakcję twórców. Inni przypominają, że gra została zaatakowana DDoS-em zaledwie kilka dni po premierze, co tylko podkręca atmosferę nieufności. Paradoks polega na tym, że mimo całej afery tytuł wciąż przyciąga graczy.
Źródło: TheGamer
Dziękujemy za wsparcie!