Dying Light: The Beast bez mikropłatności. Techland uczy się na błędach
Techland nie popełni drugi raz tego samego błędu. Dying Light: The Beast ma być grą bez mikrotransakcji i walut premium.
Po krytyce za wirtualne waluty w Dying Light 2, twórcy zapowiadają, że nowa odsłona będzie ich całkowicie pozbawiona.
Sprawdź koniecznie: Dying Light: The Beast przesunięte. Nowa data premiery
Koniec z płaceniem za kosmetykę w Dying Light: The Beast
Dying Light 2 miało swoje momenty, ale po premierze wielu graczy poczuło się rozczarowanych, szczególnie po wprowadzeniu mikropłatności i specjalnej waluty. Gracze musieli kupować ją w paczkach o stałej wartości, co prowadziło do sytuacji, w której płacono więcej, niż było trzeba. To wywołało niezłą burzę i mocno podkopało zaufanie do Techlandu.
Teraz jednak ma być inaczej. Tymon Smektała, dyrektor serii, potwierdził w odpowiedzi na pytanie fana, że Dying Light: The Beast nie będzie zawierać mikrotransakcji ani walut premium. Studio wyciągnęło wnioski i chce powrócić do korzeni – czyli do uczciwej, singlowej rozgrywki bez nachalnego monetyzowania.
Dying Light: The Beast zapowiada się przy tym całkiem konkretnie. Gra początkowo miała być dodatkiem do drugiej części, ale rozrosła się do pełnoprawnego tytułu z 40-godzinną kampanią. Powróci znany z jedynki Kyle Crane, a twórcy celują w mniejsze, ale bardziej dopracowane otwarte lokacje.
Techland nie kryje pewności siebie. Nawet delikatnie wbija szpile w konkurencję, w tym Assassin’s Creed: Shadows. Trudno się dziwić, skoro fani domagali się powrotu do korzeni i otrzymają grę bez typowo „korporacyjnych” zagrywek. Czy to wystarczy, by zmazać winy poprzednika? Przekonamy się po premierze.
Źródło: Tech4Gamers
Dziękujemy za wsparcie!