Dying Light: The Beast to nie spin-off. Gra na wiele godzin
Techland wraca do korzeni serii i serwuje mroczną, osobistą historię z Kyle’em Cranem. Dying Light: The Beast nie krótka poboczna historia, a rozbudowana, samodzielna gra z pazurem.
Dying Light: The Beast to gra na wiele godzin
Dying Light: The Beast oficjalnie nie jest ani kolejną numerowaną częścią serii, ani dodatkiem do „dwójki”. Jednak to wcale nie znaczy, że będzie krótką czy poboczną przygodą. Wręcz przeciwnie. Jak zdradził dyrektor kreatywny Techlandu, Tymon Smektała, gracze mogą spodziewać się około 20 godzin głównej kampanii. Jeśli zdecydują się zboczyć z głównej ścieżki i dać się wciągnąć w eksplorację, misje poboczne i sekrety. Gra spokojnie rozciągnie się nawet do 50 godzin.
To dokładnie ta długość, której dziś szuka wielu graczy. Wystarczająco dużo, by poczuć satysfakcję z opowieści i rozgrywki, ale nie aż tyle, by trzeba było poświęcać na nią pół roku. Dla fanów parkouru brutalnej walki wręcz i mrocznego klimatu apokalipsy zombie to może być idealny balans. W grze ponownie wcielimy się w Kyle’a Crane’a, którego historia (jak się okazuje) jeszcze się nie skończyła. Tym razem staje do osobistej walki o zemstę, a twórcy zapowiadają powrót do bardziej horrorowego tonu znanego z pierwszej części. The Beast nie będzie wymagało znajomości wcześniejszych gier ani posiadania Dying Light 2. To czyni ją świetnym punktem wejścia dla nowych graczy i sentymentalnym powrotem dla weteranów serii.
Zobacz też: Świetny survival za darmo na Steam. Ta gra pochłonie was na wiele godzin
Premiera Dying Light: The Beast już 22 sierpnia na PC, PS5 i Xbox Series X|S. Niestety, wersje na PS4 i Xbox One nie są planowane, więc gracze starszej generacji będą musieli obejść się smakiem – przynajmniej na razie. Ale może to i lepiej? Dla wielu twórców to szansa na skupienie się na nowej generacji i uzyskanie lepszych efektów.
Źródło: dualshockers.com
Dziękujemy za wsparcie!