20 najlepszych FPS-ów do 10 zł. Strzelanki dobre, a do tego tanie
Jeśli myślisz, że porządna strzelanka musi kosztować fortunę, czeka Cię miłe zaskoczenie. Wbrew pozorom nawet za cenę drobnych monet da się upolować świetne gry FPS! Pozycje dynamiczne, wciągające i gwarantujące masę frajdy. Oto 20 tytułów, które udowadniają, że nie trzeba pustoszyć portfela, by świetnie się bawić.
W dobie niekończących się wyprzedaży i cyfrowej dystrybucji, dobre strzelanki za grosze to żadna legenda. Starsze hity sprzed lat i świeże perełki indie często bywają dostępne za kwoty rzędu kilku złotych. Przedstawiamy najlepsze tanie FPS-y do 10 zł, które zaskakują jakością i grywalnością mimo budżetowej ceny.
Najlepsze tanie FPS-y w wersji na Steam (linki afiliacyjne)
Oczywiście, nasza lista 20 strzelanek do 10 zł kryje więcej skarbów poza poniższą piątką. Krótkie wzmianki nie oddadzą im pełnej chwały, ale warto pamiętać także o innych tanich shooterach.
Ceny z dnia publikacji mogą ulec zmianie i nie są zależne od redakcji.
Wszystkie ceny zawierają wliczony podatek VAT +23%.
- Zero Hour – 5,24 zł
- F.E.A.R Platinum Edition – 5,24 zł
- F.E.A.R 2: Project Origin – 5,24 zł
- Postal: Brain Damaged – 6,02 zł
- Killing Floor 2 – 7,06 zł
- Dusk – 6,33 zł
- Borderlands 2 – 7,85 zł
- Gloomwood – 9,69 zł
- Metro 2033 Redux – 8,95 zł
- Metro: Last Light Redux – 8,95 zł
- Sniper: Ghost Warrior 3 Season Pass Edition -10,42 zł
- Prodeus – 6,55 zł
- Star Wars Republic Commando – 8,22 zł
- Call of Juarez: Gunslinger – 6,07 zł
- Bulletstorm Full Clip Edition Duke Nukem Bundle – 9,05 zł
- Industria – 5,24 zł
- Rising Storm 2: Vietnam Deluxe Edition – 11,36 zł
- Blood: Fresh Supply – 7,06 zł
- Turbo Overkill – 9,05 zł
- Shadow Warrior – 11,36 zł
A to tylko garść przykładów! Niemal każdy fan strzelanek znajdzie coś dla siebie w cenie niższej niż poranna kawa. Porozmawiajmy jednak o tych najciekawszych ofertach.
F.E.A.R. Platinum Edition, ikona horror FPS
Pierwszy F.E.A.R. zapisał się złotymi zgłoskami w historii FPS-ów, a w zestawie Platinum Edition dostajemy go w komplecie z dwoma dodatkami (Extraction Point i Perseus Mandate). To prawdziwa gratka dla fanów klimatów rodem z horroru! Gra umiejętnie łączy dynamiczną akcję z atmosferą niepokoju, podszytą obecnością tajemniczej dziewczynki imieniem Alma. F.E.A.R. do dziś imponuje inteligencją przeciwników: wrogowie flankują, wykorzystują osłony i reagują na nasze poczynania z zaskakującą jak na 2005 rok przebiegłością. Starcia są dzięki temu wymagające i niezwykle satysfakcjonujące.
Mechanika strzelania nadal trzyma wysoki poziom. Kultowy już bullet-time, czyli spowolnienie czasu, pozwala poczuć się niczym bohater kina akcji Johna Woo. Z kolei efektowne wymiany ognia w zwolnionym tempie w połączeniu z odpryskującymi od ścian pociskami robią świetne wrażenie nawet dziś. Każda wymiana ognia to mała taktyczna łamigłówka: możemy wyskoczyć zza winkla w zwolnionym tempie, by wyprzedzić reakcje przeciwników lub wykorzystać ciemność i element zaskoczenia, gdy wrogowie nerwowo przeszukują korytarze.
F.E.A.R. Platinum Edition potrafi przestraszyć nie tylko intensywnością walk, ale i klimatem grozy. Gra nie tylko odznacza się wyjątkowym nawet dziś klimatem, ale i kilkoma naprawdę wzorowo wykorzystanymi jump-scare’ami. Za kilka złotych otrzymujemy kompletny pakiet z pełną kampanią i dodatkami fabularnymi, które domykają historię. To szalenie mała cena za doświadczenie, które w swoim czasie definiowało jakość strzelanek.
Postal: Brain Damaged, boomer shooter od Polaków
Seria Postal słynie z absurdalnego humoru i kontrowersji, a Postal: Brain Damaged idealnie wpisuje się w ten klimat, jednocześnie oferując zaskakująco dopracowaną rozgrywkę. Bo tym razem marka zawitała na poletko boomer shooterów. Wcielamy się ponownie w Kolesia, który tym razem trafia do pokręconych, psychodelicznych lokacji rodem z koszmaru (dosłownie i w przenośni). Każdy poziom to odjazdowa jazda bez trzymanki, pełna przegiętych broni (np. strzelba strzelająca… powiedzmy że „eksperymentalną amunicją”) i przeciwników tak kuriozalnych, że trudno nie parsknąć śmiechem między jednym strzałem a drugim. A bossowie to już w ogóle…
Postal: Brain Damaged to jednak nie tylko szokujący humor, ale przede wszystkim świetny gameplay. Twórcy zadbali, by strzelanie dawało czystą radochę. Przeciwnicy eksplodują w fontannach pikselowej krwi, tempo akcji nie zwalnia ani na chwilę, a sekrety poukrywane na mapach zachęcają do eksploracji. Sterowanie jest płynne i responsywne, dzięki czemu nawet najbardziej chaotyczne wymiany ognia pozostają pod kontrolą gracza. Jeśli tęsknisz za szybkimi arenowymi shooterami starej szkoły, Brain Damaged dostarczy Ci doznań rodem z najlepszych lat gatunku.
Warto zaznaczyć, że gra powstała przy udziale polskiego studia (Hyperstrange), co dodaje jej lokalnego smaczku. Mimo stosunkowo krótkiej kampanii (kilka godzin intensywnej zabawy), Postal: Brain Damaged oferuje na tyle solidne doświdaczenie, że ciężko się czepiać. To jeden z tych tytułów, które idealnie wypełnią wieczór po pracy, kiedy masz ochotę wyłączyć myślenie, włączyć tryb „totalna jazda” i po prostu dać się pochłonąć niekontrolowanemu chaosowi.
DUSK, FPS idealny
DUSK to ukłon w stronę lat 90., który wyrósł na coś więcej niż nostalgiczną ciekawostkę. Ta niepozorna z wyglądu gra, stylizowana graficznie na czasy pierwszego Quake’a czy Blood, okazała się jedną z najlepiej zaprojektowanych strzelanek indie ostatnich lat. Już od pierwszych minut DUSK wrzuca nas w wir dynamicznej akcji w ponurych, pixelartowych lokacjach amerykańskiej prowincji opanowanej przez kultystów, mutanty i inne poczwary. Klimat jest tu brudny i gęsty, jak w klasykach sprzed ponad dwóch dekad. Poczujesz się, jakbyś cofnął się w czasie do ery Pentium II i kineskopowych monitorów.
Sercem gry jest fantastycznie płynna, szybka rozgrywka. Bohater porusza się z prędkością błyskawicy, wykonuje widowiskowe akrobacje w powietrzu, a w arsenale znajdziemy ukłon w stronę klasyki: dwie strzelby, szybkostrzelne UZI, kuszę, a nawet… miecz. Każdy poziom zaprojektowano z pomysłowością. Wszak pełno tu ukrytych przejść, pułapek i sekretów do odkrycia. Soundtrack świetnie podkreśla tempo zabawy ciężkimi riffami i elektronicznymi brzmieniami, dodając każdej strzelaninie dodatkowej energii.
Choć DUSK garściami czerpie z przeszłości, wprowadza też własne, świeże pomysły i dba o nowoczesny komfort gry (np. responsywne sterowanie, brak archaicznych ograniczeń interfejsu). W efekcie dostajemy tytuł, który bawi równie dobrze weteranów gatunku pamiętających czasy shareware’owych hitów, jak i graczy wychowanych na współczesnych FPS-ach. Za kilka złotych otrzymasz tu naprawdę solidną kampanię podzieloną na trzy zróżnicowane epizody, tryb survival do bicia rekordów oraz multiplayerowy deathmatch.
Borderlands 2, czyli spotkanie z RPG
Choć Borderlands 2 ma już swoje lata, wciąż pozostaje niedoścignionym wzorem looter-shootera i jedną z najbardziej grywalnych strzelanek w historii. Unikalna komiksowa stylistyka cel-shading sprawia, że gra praktycznie się nie starzeje. W końcu nawet dziś Pandorę zwiedza się z przyjemnością, ciesząc oko feerią barw, wybuchów i absurdalnych projektów broni. A skoro mowa o broniach, Borderlands 2 słynie z astronomicznej wręcz liczby giwer do zdobycia. Karabiny maszynowe strzelające ogniem? Są. Strzelby miotające granatami? Proszę bardzo. Rewolwery, które obrażają wrogów soczystymi one-linerami? Czemu nie! Kolekcjonowanie coraz to potężniejszych i bardziej odjechanych pukawek to czysta przyjemność i główna siła napędowa tej gry.
Fabuła też trzyma poziom, głównie dzięki charyzmatycznemu antagonistowi. Przystojny Jack to jeden z tych czarnych charakterów, których kocha się nienawidzić. Jego złośliwy humor i ciągłe docinki towarzyszą nam przez całą kampanię, nadając przygodzie niepowtarzalny charakter. Sama opowieść, choć pełna żartów i parodii popkultury, potrafi również zaangażować, a misje (szczególnie wątki poboczne) zaskakują kreatywnością. Gra świetnie balansuje między chaotyczną akcją a luźnym, humorystycznym tonem. Dla wielu to Borderlands w najlepszym po dziś dzień wydaniu.
Nie można zapomnieć o trybie współpracy, w którym produkcja rozwija skrzydła najbardziej. Czteroosobowy co-op to istne szaleństwo, a gdy już ukończysz kampanię, gra kusi trybem True Vault Hunter Mode czy masą dodatków (DLC często także bywają dostępne za drobne kwoty), które potrafią wydłużyć zabawę o dziesiątki godzin. Za mniej niż 10 zł trudno wyobrazić sobie bardziej kompletny pakiet rozrywki.
Call of Juarez: Gunslinger, najlepszy western do postrzelania
Polskie studio Techland dało nam kilka gier z serii Call of Juarez, ale to właśnie Gunslinger okazał się jej najjaśniejszym punktem, paradoksalnie jako spin-off, a nie pełnoprawna, duża odsłona. Wcielamy się w Silasa Greavesa, podstarzałego łowcę nagród, który przy szklaneczce whiskey snuje barwne (i nie zawsze w pełni oddające stan faktyczny) opowieści o swoich starciach z legendami Dzikiego Zachodu. Ta narracyjna otoczka to strzał w dziesiątkę: sposób, w jaki Silas komentuje na bieżąco nasze poczynania, a czasem nawet zmienia bieg wydarzeń w trakcie misji, sprawia, że czujemy się jak uczestnicy interaktywnej legendy. Gdy narrator nagle oznajmia “Chwila, chyba poplątały mi się fakty…” i cofa czas, by przedstawić alternatywną wersję wydarzeń, gra bawi się konwencją w sposób rzadko spotykany w strzelankach.
Pod względem rozgrywki Gunslinger to po prostu kapitalny, dynamiczny shooter. Strzelanie z rewolwerów czy strzelb sprawdza się w mało której grze westernowej. Każdy headshot i każdy wygrany pojedynek rewolwerowy jest doprawiony punktami doświadczenia, mnożnikami za serie trafień i efektownym slow-motion. System rozwoju postaci pozwala dostosować styl gry: możemy usprawnić celność w trybie koncentracji (zwolnienie czasu niczym rewolwerowiec w samo południe) albo rozwinąć umiejętności władania strzelbą i dynamitem.
Lekko komiksowa stylistyka i cel-shading nadają grze unikalny charakter, a przy okazji maskują jej wiek. Gunslinger oferuje kampanię na ok. 5–6 godzin, do której chce się wracać, by pobić własne wyniki w trybie arcade albo stanąć raz jeszcze do pojedynków z legendarnymi rewolwerowcami. Za mniej niż 10 zł po prostu grzech nie zagrać!
Bo dobry FPS to też tani FPS
Jak widać, nie trzeba wydawać majątku, by postrzelać w doskonałym stylu. Powyższe pięć tytułów to tylko wycinek bogatej oferty tanich FPS-ów, które czekają na odkrycie. Każdy z nich udowadnia, że świetna zabawa nie jest zarezerwowana wyłącznie dla superprodukcji za kilkaset złotych. Czasem wystarczy kilka monet, by wsiąknąć na długie godziny w wirtualny świat pełen akcji.
Niezależnie od tego, czy preferujesz mroczny horror, zwariowaną jatkę, klasyczne klimaty retro czy kooperacyjną rozwałkę ze znajomymi, za mniej niż dychę znajdziesz coś dla siebie. Ostatecznie najbardziej liczy się frajda z gry, a ta nie ma metki z ceną.
Źródło: Materiał sponsorowany – Instant-Gaming
Dziękujemy za wsparcie!
Drogi Czytelniku!
Niektóre z naszych tekstów zawierają linki afiliacyjne. Jeśli w nie klikniesz,
nie ponosisz żadnych kosztów, ale przyczyniasz się do rozwoju całego portalu
www.connectody.com. Dziękujemy za wsparcie!