Co algorytm Netflixa zrobił z naszymi filmami?
Netflix przez lata wyrósł na największego gracza na rynku streamingu. Jednak wraz z rosnącą dominacją platformy pojawia się coraz więcej głosów krytyki dotyczących jakości produkowanych przez nią filmów. Wielkie budżety nie zawsze idą w parze z wyjątkowym kinem, a coraz częściej efektem są produkcje określane mianem „algorytmicznych filmów” – tworzonych tak, by podobały się wszystkim, a finalnie nie zapadających w pamięć nikomu.
Czy Netflix zabija oryginalność? Algorytmiczne kino i przyszłość filmów w erze AI
Dobrym przykładem tego zjawiska jest The Electric State – widowisko science fiction, które kosztowało Netflixa ponad 300 milionów dolarów. Film, mimo imponującego budżetu i znanych nazwisk, szybko zniknął z listy najchętniej oglądanych. To symptom szerszego trendu: tworzenia filmów opartych na danych i schematach, które mają przyciągnąć jak największą widownię. Problem w tym, że takie kino rzadko kiedy wnosi coś nowego. Zamiast artystycznej wizji dostajemy produkt skrojony pod masową konsumpcję.
W praktyce oznacza to historie o przewidywalnej strukturze i bohaterach, którzy niemal dosłownie wyjaśniają swoje działania, by widzowie mogli nadążyć nawet przy oglądaniu „w tle”. Algorytmiczne filmy bazują na uniwersalnych tematach – od romkomów takich jak Tall Girl, po widowiska akcji w stylu Red Notice. Aktorzy znani, ale niekoniecznie z pierwszej ligi, wpasowują się w model „łatwego hitu”, który ma działać globalnie.
Choć Netflix publicznie zaprzecza, jakoby filmy były „pisane przez algorytm”, wpływ danych na decyzje produkcyjne jest widoczny. Od wczesnych etapów selekcji projektów po wskazówki w scenariuszach – dane decydują, które tytuły mają większe szanse na sukces. Jednak paradoksalnie najwięksi hity Netflixa, takie jak Gambit królowej czy Squid Game, były zaskoczeniem i nie dało się ich przewidzieć żadnym modelem.
Zobacz też: 5 filmów, które musisz obejrzeć na Netflix, zanim znikną
W obronie platformy warto dodać, że wśród zalewu generycznych tytułów pojawiają się również perełki tworzone przez uznanych twórców. Netflix wspierał projekty takich reżyserów jak Bong Joon-ho, Alfonso Cuarón czy Martin Scorsese. Problemem pozostaje jednak ilość – masowa produkcja, wynikająca z potrzeby utrzymania gigantycznej liczby subskrybentów, sprzyja powstawaniu filmów bez charakteru.
Przyszłość może przynieść jeszcze większe wyzwania. Sztuczna inteligencja już teraz jest wykorzystywana w efektach specjalnych czy personalizacji treści. Jednak wielu ekspertów przewiduje, że kolejnym krokiem będzie generowanie całych filmów. Jeśli tak się stanie, kino może stać się jeszcze bardziej jednorodne i pozbawione artystycznego ryzyka. A wtedy pytanie brzmi: czy algorytmy naprawdę dadzą nam szczęśliwe zakończenie, czy tylko kolejną dawkę łatwej, lecz zapomnianej rozrywki?
Źródło: theguardian.com
Dziękujemy za wsparcie!