Dlaczego Planescape: Torment to wciąż najgłębsze RPG w historii?
Planescape: Torment to gra, która nie zadaje pytania, czy przeżyjesz?, lecz po co żyjesz?. Kultowe RPG z 1999 roku, wydane przez Black Isle Studios, po dziś dzień uchodzi za jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń w historii gier wideo. Nie chodzi tu o mechanikę, grafikę czy system walki. Sercem produkcji jest opowieść, filozofia i świat, który stawia gracza przed pytaniami trudniejszymi niż wybór odpowiedniego zaklęcia.
Spis treści:
- Powróćmy na chwilę do Planescape: Torment
- Sigil, czyli miasto drzwi
- Ten protagonista był inny, niż wszyscy
- Zebranie drużyny, to już klasyka
- Nie tylko fabuła. Kilka słów o mechanice gry Planscape: Torment
- Dziedzictwo Planscape: Torment i wpływ na gatunek
Powróćmy na chwilę do Planescape: Torment
Na przełomie lat 90. i 2000. rynek gier komputerowych kipiał od pomysłów. Baldur’s Gate pokazał, że komputerowe RPG mogą być epickie i komercyjnie udane, Fallout zdefiniował postapokaliptyczne przygody, a Icewind Dale dał fanom czystą dawkę lochów i potworów. W tym samym czasie pojawiła się produkcja, która zamiast kopiować sukcesy innych, poszła w zupełnie inną stronę – Planescape: Torment.
Nie była to gra łatwa, ani przyjazna dla każdego. Miała gęsty, filozoficzny klimat, tonę tekstu i świat oderwany od klasycznego fantasy. Zamiast elfów i krasnoludów otrzymaliśmy Sigil, Miasto Drzwi, labirynt wymiarów, demonów, frakcji i dziwacznych istot. W centrum tej opowieści stał Bezimienny. To protagonista, którego największym problemem nie była śmierć, lecz jej brak. Planescape: Torment od początku była czymś więcej niż grą. To interaktywna powieść, filozoficzny traktat i eksperyment narracyjny. W erze, gdy dominowały proste pytania w stylu „kogo zabić?” i „jaki łup zebrać?”, ta produkcja miała odwagę spytać: „Co może zmienić naturę człowieka?”.
Sigil, czyli miasto drzwi
Sigil, stolica gry, to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc, jakie kiedykolwiek powstały w RPG. Nie znajdziemy tu klasycznego podziału na dobre i złe dzielnice, jasne i ciemne światy. To miasto na krawędzi wieloświata, zamknięte w pierścieniu, którego nie da się opuścić zwykłymi środkami. Każde drzwi mogą prowadzić gdzie indziej, a każdy mieszkaniec zdaje się ukrywać sekret. Atmosfera Sigil to mieszanka dekadencji, groteski i filozoficznej zadumy.
Zobacz też: Magia Baldur’s Gate. Najlepsze RPG czy siła nostalgii?
Spotykamy frakcje kierujące się skrajnymi ideologiami. Od nihilistów wierzących, że życie to tylko ból, po entuzjastów, którzy chcą odnaleźć sens w chaosie. To miasto, w którym aniołowie i demony mijają się na ulicach, ale zamiast walczyć, prowadzą dyskusje o istnieniu. Dzięki gęsto napisanym dialogom Sigil staje się bohaterem samym w sobie. To nie tylko tło fabuły, ale pełnoprawna postać. Zmienna, groźna i fascynująca. Gracz nie tyle zwiedza miasto, ile zanurza się w jego duszy, ucząc się zasad rządzących tym chaotycznym światem. W epoce, gdy wiele RPG sprowadzało się do zabijania potworów w lochach, Planescape udowodnił, że samo miejsce akcji może być przygodą. Sigil to nie sceneria, to doświadczenie.
Ten protagonista był inny, niż wszyscy
Zamiast klasycznego bohatera, który od zera wspina się po szczeblach mocy, Planescape daje nam Bezimiennego – istotę nieśmiertelną, pozbawioną pamięci. Zaczynamy grę w kostnicy, nagle powracając do życia. Nasza przeszłość jest tajemnicą, a każde spotkanie i każdy trop prowadzi do kolejnych pytań. Nieśmiertelność Bezimiennego nie jest darem, lecz przekleństwem. Każda śmierć zostawia ślady na jego ciele i duszy, a pamięć poprzednich wcieleń wciąż próbuje się przebić.
Zobacz też: Polska perełka w Xbox Game Pass. Musicie w to zagrać
Gracz odkrywa, że nie jest pierwszym „ja” tej postaci. Wcześniej istniały inne wersje, często okrutne, manipulujące światem i ludźmi. Teraz trzeba zmierzyć się z konsekwencjami ich czynów. To właśnie postać głównego bohatera czyni Planescape unikatowym. Nie chodzi o zbieranie punktów doświadczenia, lecz o odnalezienie odpowiedzi na pytanie: kim naprawdę jesteśmy? To RPG, które zamiast pytać „jaką klasę wybierasz?”, każe zastanowić się: „jakie życie prowadzisz i jakie ślady zostawiasz?”. Bezimienny jest bohaterem, którego trudno pokochać, ale jeszcze trudniej zapomnieć. W jego historii każdy gracz odnajduje kawałek własnych pytań o przeszłość, tożsamość i znaczenie.
Zebranie drużyny, to już klasyka
Planescape: Torment oferuje jednych z najbardziej nietypowych towarzyszy w historii RPG. Każdy z nich jest pełnowymiarową postacią, z własną historią, filozofią i tajemnicami. Nie są tylko wsparciem w walce. Często kwestionują nasze decyzje, prowokują do myślenia i zmieniają się wraz z rozwojem fabuły. Weźmy Morte – gadającą, cyniczną czaszkę, która sypie sarkastycznymi uwagami i skrywa mroczny sekret. Albo Annah, pół-diablicę rozdrapującą temat swojej tożsamości. Dak’kon, githzerai, to filozof-wojownik, którego moc zależy od wiary w samego siebie. Każdy z towarzyszy to nie tylko mechaniczna pomoc, ale także zwierciadło dla gracza.
Zobacz też: FlatOut, czyli gaz do dechy i w ścianę. Kto z was to pamięta?
Dialogi z drużyną bywają dłuższe niż główne wątki w innych grach RPG. Relacje rozwijają się w tempie opowieści, a towarzysze często przypominają nam, że decyzje Bezimiennego nie kończą się na nim samym. NPC to bohaterowie, którzy mogą cię zdradzić, pokochać, znienawidzić lub uratować. To właśnie przez towarzyszy Planescape zyskuje głębię. Dzięki nim fabuła staje się wielogłosową opowieścią, a gracz uczy się, że każde działanie ma echo w sercach innych.
Nie tylko fabuła. Kilka słów o mechanice gry Planscape: Torment
Pod względem mechaniki Planescape: Torment korzysta z silnika Infinity Engine, tego samego co Baldur’s Gate czy Icewind Dale. Jednak różni się zasadniczo. Walka nie jest bowiem sercem gry. Owszem, potyczki istnieją, ale są drugorzędne. Większość konfliktów można rozwiązać rozmową, perswazją, a nawet sprytem. System rozwoju postaci skupia się nie tylko na sile czy zręczności, ale na intelekcie, mądrości i charyzmie. To właśnie te cechy otwierają dostęp do nowych dialogów i rozwiązań.
Zobacz też: 7 postaci ze Spider-Mana, które wciąż czekają na MCU
W praktyce oznacza to, że Planescape nagradza nie wojownika, lecz myśliciela. To RPG, które bardziej przypomina grę w literaturę niż w lochy i smoki. Co więcej, mechanika gry wspiera jej przesłanie. Nieśmiertelność Bezimiennego pozwala na eksperymenty. Śmierć nie kończy rozgrywki, lecz staje się częścią fabuły. To przewrotne odwrócenie klasycznych zasad RPG, gdzie porażka oznacza koniec. Tutaj każda klęska to nowa lekcja. Planescape nie jest grą dla tych, którzy szukają szybkiej akcji. To powolna, tekstowa podróż, w której klikanie jest tylko narzędziem do zgłębiania historii. Mechanika służy opowieści, a nie odwrotnie.
Dziedzictwo Planscape: Torment i wpływ na gatunek
Choć w momencie premiery Planescape: Torment nie odniósł spektakularnego sukcesu finansowego, z czasem urósł do rangi kultu. Gracze, którzy dali mu szansę, odkryli w nim coś więcej niż grę, raczej dzieło sztuki interaktywnej. Z czasem zaczęto o nim mówić jako o „najlepiej napisanym RPG w historii”. Dziedzictwo Planescape’a można dostrzec w wielu późniejszych produkcjach. Torment: Tides of Numenera próbował odtworzyć magię oryginału, choć nie wszystkim udało się powtórzyć sukces. Widać jednak jego wpływ w dialogach Mass Effect, moralnych wyborach Wiedźmina czy narracyjnych eksperymentach Disco Elysium.
Zobacz też: Ta gra z Xbox Game Pass zabrała mi setki godzin. Jest genialna
Planescape pokazał, że gry mogą być literaturą. Mogą stawiać pytania egzystencjalne, zamiast jedynie prowadzić do kolejnej walki. Dzięki niemu RPG przestały być wyłącznie zabawą w statystyki. Takie gry stały się przestrzenią dla opowieści o sensie życia, śmierci i tożsamości. Do dziś Planescape: Torment pozostaje punktem odniesienia dla tych, którzy szukają w grach czegoś więcej. To dowód, że medium interaktywne może dotykać tych samych tematów co wielka literatura i filozofia. I że pytanie: „Co może zmienić naturę człowieka?” wciąż rezonuje w umysłach graczy.
Źródło: Opracowanie własne
Dziękujemy za wsparcie!