Nowe gry za darmo na PC? Graj w premiery bez płacenia

Nowa gra w Xbox Game Pass. Tym razem coś bardziej szalonego
Newsy PG Exclusive Publicystyka

Wyobraź sobie sytuację: twoja ulubiona seria gier wypuszcza nową część. W normalnych warunkach musisz szykować 300 zł, a czasem i więcej, żeby w dniu premiery zagrać w ten tytuł. Dla wielu osób to spory wydatek. Zwłaszcza, że co miesiąc wychodzi kilka dużych gier i trzeba wybierać. Ale co jeśli mógłbyś odpalić tę premierę bez dodatkowych kosztów, w ramach jednej, miesięcznej opłaty? Właśnie to obiecuje Xbox Game Pass na PC. I to nie jest obietnica bez pokrycia, to realny model, który coraz bardziej zmienia sposób, w jaki gramy.

Spis treści:

  1. Czym właściwie jest Xbox Game Pass na PC?
  2. Gry za darmo na premierę. Wystarczy abonament
  3. Ile kosztuje Game Pass na PC?
  4. Jakie gry znajdziesz w abonamencie?
  5. Czy gry są naprawdę „za darmo”?
  6. Xbox Game Pass a konkurencja
  7. Czy Game Pass to przyszłość gamingu?

Czym właściwie jest Xbox Game Pass na PC?

Xbox Game Pass można porównać do Netflixa dla gier. Choć zamiast seriali i filmów dostajesz pełnoprawne produkcje wideo. Microsoft wprowadził tę usługę z myślą o graczach, którzy chcą mieć dostęp do szerokiej biblioteki gier bez konieczności wydawania fortuny na każdą premierę. W praktyce wygląda to tak: płacisz miesięczną opłatę (w Polsce niecałe 40 zł) i od razu dostajesz dostęp do setek gier, które możesz zainstalować na swoim komputerze. Nie ma streamingu (choć chmura też jest opcją), nie ma ograniczeń czasowych, instalujesz i grasz.

To proste i niesamowicie wygodne. Najważniejsze: wersja na PC nie jest dodatkiem do konsoli, to pełnoprawna usługa. Jeśli grasz tylko na komputerze, możesz wykupić Game Pass właśnie w tej formie i korzystać z niej niezależnie od posiadania Xboxa w salonie.

Zobacz też: Nowa gra za darmo na Steam. Zabierze cię do zagadkowej świątyni

Gry za darmo na premierę. Wystarczy abonament

Wyobraź sobie, że wychodzi nowy Starfield, ogromna kosmiczna gra od twórców The Elder Scrolls i Fallouta. Normalnie, żeby w nią zagrać od razu, musiałbyś wydać 300 zł. W Game Passie odpalasz ją w dniu premiery, płacąc tyle, co za jedną kolację na mieście. To właśnie jest największy game-changer tej usługi. Microsoft daje dostęp do wszystkich swoich gier z wewnętrznych studiów od pierwszego dnia. Forza Horizon, Halo, Gears of War, Starfield, a w przyszłości także gry od Bethesdy czy nawet Activision Blizzard (Call of Duty w Game Passie? To już jest!), to wszystko wchodzi w pakiet.

Zobacz też: Dragon Age: The Veilguard na PS5 za darmo, ale gracze i tak nie chcą

Dla graczy to rewolucja, bo nagle znika bariera finansowa przy premierach. Nawet jeśli grasz tylko w jedną taką grę rocznie, koszt abonamentu często okazuje się niższy niż zakup jednej kopii.

Ile kosztuje Game Pass na PC?

Cena jest jednym z największych atutów. Obecnie abonament kosztuje około kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Różnice w cenie wynikają m.in. z tego, czy chcecie wersję na PC, konsole lub jedno i drugie. W praktyce oznacza to, że za niecałe 500 zł rocznie masz dostęp do biblioteki gier, która w sklepie kosztowałaby kilkanaście razy więcej. Żeby zobrazować to prostym przykładem: w 2023 roku premierę miały Forza Motorsport, Hi-Fi Rush i Starfield, wszystkie trafiły do Game Passa w dniu premiery. Kupując je osobno, zapłaciłbyś w sumie około 900 zł. W Game Passie wystarczyło zapłacić… kilka dyszek miesięcznie. Dodatkowo Microsoft co jakiś czas odpala promocje dla nowych graczy, np. pierwszy miesiąc za 1 zł. To sposób, by wciągnąć nowych użytkowników i pokazać im, jak mocno opłaca się ten model.

Na szczęście jest też sposób na dodatkowe oszczędności. Wystarczy skorzystać z kilku wybranych przez nas promocji:

CZYTAJ RÓWNIEŻ  Xbox Game Pass z kolejnym zastrzykiem nowości – tym razem w Stream Your Own Game

Wszystkie powyższe oferty bez trudu aktywujecie na terenie Polski. Nie potrzeba żadnego VPN.

Jakie gry znajdziesz w abonamencie?

Biblioteka jest naprawdę szeroka i stale się zmienia. Obok wielkich hitów znajdziesz w niej też mniejsze, często nagradzane tytuły indie. Co ważne, wiele osób odkrywa dzięki Game Passowi gry, których normalnie nigdy by nie kupiło.

Przykłady:

  • Duże premiery: Starfield, Forza Horizon 5, Halo Infinite, Redfall.
  • Klasyki i starsze hity: seria Fallout, Doom, Dishonored, Mass Effect Legendary Edition.
  • Indyki, które zyskały kultowy status: Hades, Hollow Knight, Celeste.
  • EA Play w pakiecie: Fifa (EA Sports FC), The Sims, Battlefield, Mass Effect.

Dzięki temu masz bibliotekę, która zaspokoi praktycznie każdy gust, od casualowych graczy po hardcore’owych fanów RPG i shooterów.

Zobacz też: Trylogia Prince of Persia. Cofnijmy czas i przeżyjmy to raz jeszcze

Czy gry są naprawdę „za darmo”?

To pytanie pada regularnie i odpowiedź jest prosta: nie, bo płacisz abonament. Ale psychologicznie różnica jest gigantyczna. Kupując grę za 300 zł, długo zastanawiasz się, czy na pewno jest tego warta. W Game Passie po prostu ją pobierasz i sprawdzasz. Nie ma stresu, nie ma strachu przed „wyrzuceniem pieniędzy w błoto”.

Jest jednak pewien haczyk: gry w Game Passie nie są twoje na zawsze. Jeśli zrezygnujesz z abonamentu, stracisz do nich dostęp. Możesz je wtedy kupić z rabatem, który Microsoft oferuje abonentom. To rozwiązanie fair – grasz ile chcesz, a jeśli się zakochasz w danym tytule, możesz go kupić taniej i mieć na własność.

Xbox Game Pass a konkurencja

Nie jest tak, że Microsoft działa na zupełnie pustym polu – konkurencja istnieje i każdy z dużych graczy próbuje wcisnąć się na rynek abonamentów gamingowych. Mamy EA Play, które od lat daje dostęp do gier sportowych i kilku flagowych marek, ale w praktyce to dość wąska oferta. Jasne, dla fanów FIFA (teraz EA Sports FC), Battlefielda czy serii The Sims to przyjemny dodatek, ale samodzielnie ten katalog nie ma szans rywalizować z różnorodnością Game Passa. Co więcej, Microsoft wpakował EA Play w swój abonament – więc kupując Game Passa, masz dwa w jednym.

Na drugim biegunie stoi Ubisoft+, który faktycznie oferuje dostęp do premier w dniu debiutu – czyli coś, co brzmi jak kusząca alternatywa. Problem w tym, że cena tej usługi jest wyższa, a oferta skupia się głównie na grach Ubisoftu. Owszem, znajdziesz tam Assassin’s Creed, Far Cry, Watch Dogs czy The Division, ale to wciąż zamknięty ekosystem jednego wydawcy. Jeśli nie jesteś wielkim fanem ich produkcji, abonament szybko traci sens – w przeciwieństwie do Game Passa, gdzie gatunków i marek jest cała masa.

Zobacz też: Nietypowa wariacja legendarnego klasyka za darmo na Steam

No i wreszcie Sony ze swoim PlayStation Plus, które od niedawna próbuje gonić rynek. PlayStation wprowadziło rozbudowane plany Extra i Premium, gdzie gracze dostają katalog kilkuset tytułów, ale strategia jest inna niż u Microsoftu. Sony nie wrzuca swoich największych premier – jak God of War, Spider-Man czy The Last of Us – do katalogu od razu. Trzeba czekać miesiące, a czasem i lata, zanim trafią do subskrypcji. To sprawia, że oferta jest atrakcyjna głównie dla osób, które chcą ograć starsze hity albo nie śpieszą się z nowościami.

CZYTAJ RÓWNIEŻ  Gigantyczna otwarta mapa w nowej grze za darmo. Strzelanie, pościgi i wiele więcej

Patrząc na całość, Xbox Game Pass wyróżnia się nie tylko różnorodnością biblioteki, ale też modelem działania. To właśnie fakt, że w dniu premiery dostajesz dostęp do największych hitów Microsoftu i studiów partnerskich, sprawia, że usługa wybija się ponad konkurencję. Dodatkowo cena pozostaje stosunkowo niska, a integracja z EA Play daje kolejną wartość. W praktyce to jedyny abonament, który realnie zmienia sposób, w jaki gramy na PC, i dlatego dziś śmiało można go nazwać najpełniejszą i najbardziej opłacalną ofertą na rynku.

Czy Game Pass to przyszłość gamingu?

Wszystko wskazuje na to, że tak – abonamenty faktycznie są przyszłością grania. Wystarczy spojrzeć na to, co wydarzyło się w muzyce i filmach w ostatniej dekadzie. Kiedyś kolekcjonowało się płyty CD, kupowało boxy DVD czy Blu-ray, a dziś? Większość z nas płaci miesięczną opłatę za Spotify, Netflixa czy HBO Max i nie wyobraża sobie powrotu do dawnych modeli. Gry idą dokładnie tą samą drogą. Dla coraz większej liczby graczy fizyczna kolekcja pudełek, czy nawet cyfrowe licencje przypięte do konta, przestają być priorytetem. Liczy się przede wszystkim wygoda – klikam, pobieram i gram – oraz to, żeby nie zbankrutować przy każdej premierze.

Oczywiście, nie wszyscy kupują tę wizję z otwartymi ramionami. W środowisku graczy zawsze znajdzie się grupa, która powie: „wolę mieć swoje gry na własność”. To zrozumiałe, bo poczucie posiadania daje komfort – nawet jeśli za pięć lat nie włączysz już tej gry, to wiesz, że ona tam jest i czeka. Ale bądźmy szczerzy: ilu z nas faktycznie wraca do ukończonych tytułów? W praktyce większość gier przechodzi się raz, czasem dwa, a potem odkłada na półkę (czy to fizyczną, czy cyfrową). Abonament zmienia tę logikę – zamiast przywiązywać się do jednej gry, przechodzisz ją, nacieszysz się i płynnie przeskakujesz do kolejnej.

Zobacz też: Gothic do klikania za darmo na Steam. Magia, miecze i kontrowersje

Co więcej, ten model pozwala też na coś, co wcześniej było trudne – eksperymentowanie. W tradycyjnym modelu rzadko kto kupiłby „w ciemno” mało znaną grę indie za 100 zł, ryzykując, że się nie spodoba. W Game Passie ściągasz ją w kilka minut i sprawdzasz. Jeśli ci nie siada – odinstalowujesz i nie czujesz straty. Jeśli wciągnie – odkrywasz perełkę, której normalnie byś nie dotknął. To mechanizm, który niesamowicie napędza twórców niezależnych i daje im szansę na rozgłos.

Prawie gry za darmo, czyli subskrypcje zostaną

Microsoft zdaje sobie sprawę, że ma w rękach usługę, która może zmienić układ sił w całej branży. Dlatego inwestuje w nią miliardy dolarów – przejmuje kolejne studia (Bethesda, a później gigantyczne Activision Blizzard), podpisuje umowy z dużymi wydawcami i rozwija równolegle technologię grania w chmurze. Dzięki temu Game Pass nie tylko daje dostęp do gier na PC czy konsoli, ale krok po kroku zmierza w stronę wizji, w której zagrasz w dowolny tytuł na dowolnym urządzeniu – laptopie, tablecie, a nawet telefonie.

Patrząc na te ruchy, trudno oprzeć się wrażeniu, że to dopiero początek dużej transformacji. Jeśli trend się utrzyma, za kilka lat model „kupowania gier na własność” może stać się tak samo niszowy, jak dziś kolekcjonowanie płyt CD. Gry w abonamencie to nie chwilowa moda, ale kierunek, w którym nieubłaganie zmierza cała branża.

Źródło: Opracowanie własne

Drogi Czytelniku! Niektóre odnośniki zawarte w artykułach mają charakter afiliacyjny. Kliknięcie w taki link lub dokonanie za jego pośrednictwem zakupu, nie wiąże się dla Czytelników z żadnymi dodatkowymi kosztami. Pozwala nam natomiast otrzymać prowizję, dzięki której możliwe jest utrzymanie i rozwój pracy Redakcji.

Dziękujemy za wsparcie!
Dawid Szafraniak
O autorze

Dawid Szafraniak

Redaktor
Pierwsze growe szlify zbierał jeszcze w erze PS1, aby później zapoznawać się z kolejnymi wcieleniami japońskiej konsoli, skosztować Xboksa i Switcha. Ostatecznie najbardziej lubi PC, a ostatnio nawet i granie w chmurze. Królują u niego FPS-y, gry akcji nieczęsto górujące nad filmami i tytuły wyścigowe, które podobno #nikogo. Święta Trójca gamingu? Pierwsze Modern Warfare, seria Mass Effect i Uncharted. Bez tego nic nie miałoby sensu. Poza grami lubi planować kolejne podróże i chwytać za aparat fotograficzny podczas meczów piłki nożnej.

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie