Jesteście zawiedzeni erą PS5? To poczekajcie na PS6

PS6 Canis ma opierać się na nowości obecnej w PS5
PG Exclusive PS6 Publicystyka

Po latach obecności obecnej generacji na rynku możemy przyznać to wprost – Sony pokpiło sprawę. Microsoft też, ale oni przynajmniej nie ukrywają, że nadal zależy im na konsolach. I choć wydawać by się mogło, że cała nadzieja leży w PS6, tak naprawdę jest jeszcze szansa na odkupienie pokolenia PS5.

Trudno się temu dziwić, skoro – przynajmniej według wielu opinii w sieci – mamy generację nie PlayStation 5, a RemasterStation 5. I coś w tym, wszak do tej pory dostaliśmy 6 remasterów i 3 remake’i. Nowych gier wydanych przez Sony, stworzonych w wewnętrznych studiach PlayStation Studios było… 5. Z czego jedna umarła po niespełna dwóch tygodniach od debiutu. Widać, że coś jest nie tak, prawda? A nawet nie robiłem tu głębszego researchu, po prostu sięgnąłem pamięcią do początku tej generacji. Jeśli coś pominąłem, to mea culpa, ale spójrzmy na to wygodniej.

Co poszło nie tak z grami na PS5?

Gry first-party PS5:

  • Marvel’s Spider-Man 2
  • Astro Bot
  • Ratchet & Clank: Rift Apart
  • Returnal
  • Concord (martwe)

Remastery na PS5:

  • Marvel’s Spider-Man Remastered
  • Ghost of Tsushima: Director’s Cut
  • Uncharted: Legacy of Thieves Collection
  • The Last of Us Part II Remastered
  • Horizo: Zero Dawn Remastered
  • Days Gone Remastered

Remake’i first-party:

  • The Last of Us Part I
  • Until Dawn
  • Demon’s Souls

No dobra, jest słabo. Oczywiście nie neguję tego, jak fantastyczne remake’i dostaliśmy czy naprawdę bogate w ulepszenia edycje gier z PS4 (jak choćby Ghost of Tsushima), ale jednak już pod samym kątem statystycznym coś tu jest nie halo. A najgorsze w tym wszystkim, że to właśnie stricte o gry chodzi. Czyli coś, do zagrania w co, trzeba właśnie kupić samą konsolę. Przykład chyba najbardziej bolesny dla graczy, bo po co nam super-świetna-nowoczesna konsola, na której nie ma w co grać? Gdzie te pozycje, które pokazują moc PS5, nie mówiąc już o PS5 Pro?

Jasne, Death Stranding 2: On the Beach jest fantastyczne, jak i wiele tytułów multiplatformowych czy jedynie wydanych przez Sony (a nie opracowanych przez PlayStation Studios). Tylko siła marki PlayStation od zawsze leżała w grach first-party. Z perspektywy czasu zabawnie wygląda ostrzeżenie sprzed ponad roku prezesa marki o braku wydawania nowych, dużych i własnych gier na tę konsolę. Po tak długim oczekiwaniu… nadal czekamy. Przynajmniej wiemy na co, bo choćby na Ghosto of Yotei, zasadniczo decydujący czynnik o tym, czy PS5 zostanie faktycznie zapamiętane jako zmarnowana generacja. A reszta to kwestia i tak… kilku lat.

State of Play - oto lista gier, które możemy zobaczyć | Newsy - PlanetaGracza

Sęk leży nie w technologii, a podejściu

Bo niestety PS5 zostało najwyraźniej wydane zbyt szybko. W czasie, gdy nawet największe korporacje nie wiedziały, jak zmieni się rynek i w jaką stronę pójdą trendy. Sony można więc zarzucać wiele.

I tu krótka dywagacja: tak, w tym tekście poruszam jedynie temat Sony. Grzechy Microsoftu (szczególnie w obliczu ostatnich gigantycznych cięć) to materiał na zupełnie oddzielną bajkę. Także nie skłaniam nikogo do wojen konsolowych, żeby nie było.

Wracając, japoński gigant w czasie od premiery PlayStation 5 aż do teraz (i zapewne jeszcze lata w przód) akurat przechodzi wielkie zmiany. I nie tylko oni, bo największe korporacje w branży także sobie nie radzą. Nagle okazało się, że zachłanne łapska korporacji chcące wyeksploatować gry-usługi, sklejone na szybko nieciekawe pozycje czy inne abstrakcyjne pomysły mogą zostać ucięte przez graczy, którzy po prostu tego nie chcą. W ten sposób „niebiescy” zaczęli masowe kasowania nawet niezapowiedzianych gier-usług, w tym potencjalnie ambitnych projektów jak The Last of Us Multiplayer czy nowa (albo nawet nowe) gry Bend Studio. I wcale nie zdziwię się, gdy na rynku po latach tułaczki wyląduje Days Gone 2, bo ktoś mądry w Sony zrozumie, że tego właśnie chcą gracze. A nie nowego battle royale.

CZYTAJ RÓWNIEŻ  Największa aktualizacja dla PS5 Pro nadchodzi. Sony ma wielkie plany

Czytaj więcej: Sprawdź nasz poradnik, jak przygotować się do zakupu sprzętu!

Jak jednak wspomniałem, problemy tej generacji wbrew pozorom nie leżą po stronie hardware’u, który faktycznie jest imponujący. Bo nawet bazowe PlayStation 5 pozwala docelowo na osiągnięcie fantastycznej jakości oprawy wizualnej i zachowanie przy tym co najmniej tych 60 klatek. Death Stranding 2 pokazało to idealnie. Nie trzeba nawet (naprawdę niezłego) PSSR z PS5 Pro, by zbalansować jakość i wydajność. Deweloperzy jednak nie zawsze potrafią to wykorzystać, ale nawet jeśli by i potrafili, to jak to pokazać? Grami, których… nie ma?

PS5 Pro z gigantyczną zmianą w 2026 roku | Newsy - PlanetaGracza

A co z PS6?

Nie da się jednak ukryć, że miało być lepiej. 60 klatek na sekundę miało być standardem, powszechnym wszędzie. I to nie z jakimś strasznym wpływem na rozdzielczość. Udało się połowicznie. Pamiętacie, że pierwsze pudełka z FAT-ami miały znaczek oznaczający potencjalną obsługę rozdzielczości 8K? Bo miały, ale gdy długo po debiucie nowej generacji Sony zrozumiało, że w grach tak się zasadniczo nie da (z wyjątkami), a już na pewno nie z tytułami AAA. Korporacja usunęła ten znaczek, choć teoretycznie i tak sam w sobie nie gwarantował, że dostaniemy gry w takiej rozdzielczości. Dla graczy był to jednak ciekawy krok, kolejny gwóźdź dobijający trumienną dechę current-genów.

Ostatnio pojawiły się niezwykle ciekawe przecieki na temat potencjalnego PlayStation 6. Ja wiem, że konsola najpewniej trafi do nas najwcześniej za dwa lub trzy lata, ale pogdybać można. Dość wiarygodny insider, który często zna się na rzeczy, stwierdził, że Sony celuje w… 4K przy 120 klatkach i nawet 8K z 60 fpsami. Takie osiągi zrównałyby się, a być może nawet mogłyby pokonać RTX-a 4090, jedną z najmocniejszych kart graficznych na rynku. Przypominam, dalej to kwestia kilku lat. Konsole zazwyczaj w momencie debiutu sięgają średniej półki wydajności PeCetów, więc chyba nie jest to aż tak wyssane z palca, prawda? Prawda?

Oczywiście w internecie szybko rozgorzała dyskusja na temat złamanych obietnic, zmarnowanej obecnej generacji, skłonności Sony do mierzenia wysoko i upadania potem na tyłek i tak dalej. Nie ma się co dziwić, bo jasno z tego wynika, że current-geny nie są dobrze oceniane przez graczy. I to, jak już wspomniałem, zarówno pod kątem gier ekskluzywnych jak i samych możliwości. Jeśli plotki mogłyby się sprawdzić, to pokazywałoby, że cała nadzieja na ratunek konsol drzemie właśnie w PS6.

PlayStation 6 (nie) zawiedzie?

Dla Sony najzdrowiej byłoby tak naprawdę nic nie obiecywać, ale sama firma przecież tego nie robi. Kosmiczny hype zazwyczaj nabijają insiderzy – zarówno z grami wideo, jak i nowym sprzętem. Ponownie jesteśmy świadkami sztucznego podbijania oczekiwań, tym razem ofiarą pada PS6 i ta sytuacja się nie zmieni przez… no cóż, kilka lat. A w zasadzie będzie nawet gorzej. Im bliżej, tym plotki będą się nasilały, jedni informatorzy będą próbowali prześcignąć innych, część sama zmyśli informacje. W tym wszystkim biedni gracze, którzy po prostu nie powinni za bardzo nastawiać się na rewolucję.

Na swój sposób samo PS5 rewolucją było. Choćby za sprawą faktycznie znacznie wyższej płynności niż poprzednia generacja, a także peryferiów. Mówicie, co chcecie, ale DualSense to absolutny sztos. Logiczne więc, że PS6 będzie lepsze, ale nie o to powinniśmy się martwić. Powinniśmy się martwić o to, czy dostaniemy w końcu gry, które tę moc pokażą.

CZYTAJ RÓWNIEŻ  Sony promuje "Resident Evil z Temu", a gracze czują się zirytowani

Zresztą, samo PS5 Pro również znacznie wybiegło przed szereg. Sony dorzuciło PSSR, czyli ichniejsze upscaling rozdzielczości przy wykorzystaniu AI. To samo rozwiązanie będzie obecne w PS6 zapewne od premiery. No i z pewnością jeszcze bardziej rozwinięte. A już sam ten fakt powinien sugerować, że będzie lepiej. Czy aż tak, że nowe gry AAA „pójdą” w 8K przy 60 fpsach? Tego nie wiem, ale nie zależy to tylko od inżynierów Sony. To także kwestia deweloperów. A ci, jak można zresztą zobaczyć po sytuacji rynku PC, dość mocno lenią się z optymalizacją, starając się głównie zaszokować jakością wizualną.

Nie tak dawno główny architekt PlayStation, Mark Cerny, powiedział: „AMD jest fantastycznym partnerem SIE od wielu lat i mam zaszczyt ogłosić, że rozpoczęliśmy głębszą współpracę, koncentrując się na technologii opartej na uczeniu maszynowym dla grafiki i rozgrywki. Zarówno AMD, jak i SIE mają wiele wspólnych celów związanych z rozwojem medium gier wideo”. Z tego wynika, że PlayStation 6 wykorzysta postęp PS5 Pro oraz znów będzie wspólnym dzieckiem Sony i AMD. I to, jak na razie, jedyny pewnik. A reszta? No cóż – reszta jest ciekawostką.

PlayStation musi mieć gry, nie technologię

Sporo mówi się już o kolejnej generacji. Microsoft, skłaniający się ku graniu w chmurze, obiecuje, że nad sprzętem pracuje. Z drugiej strony nietrudno odnieść wrażenie, że gigant z Redmond raczej coraz mniej czasu poświęca na rozwój hardware’u. I kolejna generacja raczej będzie kontynuacją takiej strategii, a nie jej zaprzeczeniem. PlayStation jednak mocno polega właśnie na sprzęcie. A tego, co ciekawe, ma być więcej. Znów wróćmy do tematu plotek: Sony podobno szykuje nie tylko PS6, ale i przenośnego handhelda zdolnego uruchamiać bez problemu tytuły z PS5. Ba, mówiono nawet o hybrydzie wzorem Switcha, ale… nie zapędzajmy się tak daleko. Tak czy inaczej, na PlayStation Portal przenośne granie dla fanów „niebieskich” ma się nie skończyć.

I to właśnie alternatywa Japończyków do gamingu w chmurze i Xbox Game Pass. Samo w sobie powinniśmy się… cieszyć. Jedni gracze mogą skłaniać się ku technologiom cyfrowym, a inni mogą z podniesioną głową patrzeć w przód, ku sprzętowi PlayStation. Bo klucz to wypełnienie każdej potrzeby odbiorcy. Nawet jeśli wtedy gracze nie będą zadowoleni, to przynajmniej ciężej im będzie narzekać.

Finalnie wszystko i tak powraca do tematu głównego – gier. Bez nich nic nie ma sensu. Ani abonament, ani konsola, ani nowy pad czy subskrypcja. Jeśli Sony i Microsoft nie wezmą się za siebie i zamiast kasować, nie zaczną wydawać, wtedy dopiero wszyscy możemy odnaleźć się w apokaliptycznym cieniu przyszłości. Niektórzy może i faktycznie martwią się kolejnym wieloletnim okresem międzygeneracyjnym, ale ja nawet nie potrzebuję PS6. Nie miałbym nic przeciwko, gdybym na kolejne 6 lat miał zostać przy PlayStation 5… mając w co grać.

Drogi Czytelniku! Niektóre odnośniki zawarte w artykułach mają charakter afiliacyjny. Kliknięcie w taki link lub dokonanie za jego pośrednictwem zakupu, nie wiąże się dla Czytelników z żadnymi dodatkowymi kosztami. Pozwala nam natomiast otrzymać prowizję, dzięki której możliwe jest utrzymanie i rozwój pracy Redakcji.

Dziękujemy za wsparcie!
Artur Łokietek
O autorze

Artur Łokietek

Redaktor
Zamknięty w horrorach lat 80. specjalista od seriali, filmów i wszystkiego, co dziwne i niespotykane, acz niekoniecznie udane. Pała szczególnym uwielbieniem do dobrych RPG-ów i wciągających gier akcji. Ekspert od gier z dobrą fabułą, ale i koneser tych z gorszą. W przeszłości miłośnik PlayStation, obecnie skupiający się przede wszystkim na PC i relaksie przy Switchu.

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie