Pulsebreaker zapowiedziany. To powrót do złotej ery survival horrorów z PS1
Ciasne korytarze, ponure ulice, ograniczona amunicja i nieumarli na każdym rogu. Pulsebreaker, nowy projekt niezależnego twórcy Anthony’ego Davida Vallesa, to list miłosny do klasycznych horrorów z lat 90. Jeśli wychowaliście się na Resident Evil i Fear Effect, możecie już zacierać ręce.
Zombifikowany koszmar w stylu retro. Pulsebreaker i groza, która wraca do korzeni
Pulsebreaker czerpie pełnymi garściami z kultowych survival horrorów z czasów pierwszego PlayStation. Gracz trafia do mrocznego, zainfekowanego miasta, gdzie wszystko, co znane, zamieniło się w ciche, groźne ruiny. Na ekranie dominują wąskie przejścia, migające neony i wszechobecne poczucie zagrożenia. Celem jest nie tylko przetrwanie, ale i rozwikłanie tajemnicy tajemniczej epidemii, która zmieniła mieszkańców w krwiożercze potwory.
Rozgrywka została zaprojektowana z myślą o graczach, którzy cenią atmosferę i napięcie bardziej niż szybką akcję. Ekwipunek jest ograniczony, każdy pocisk się liczy, a walka wymaga precyzji i refleksu. Kluczowe znaczenie mają dobrze wymierzone strzały – celując w słabe punkty przeciwników, można szybko przechylić szalę zwycięstwa. Co ważne, gra nagradza dobre opanowanie mechanik, dając graczowi satysfakcję z każdej wygranej potyczki.
Na razie nie podano daty premiery, ale udostępniony zwiastun pokazuje, że Pulsebreaker idzie na całość, jeśli chodzi o retro klimat. Niskopoligonowa grafika, ograniczona paleta barw i charakterystyczny „kopniak” z Resident Evil 4 tworzą znajomy, nostalgiczny miks. Ruchy postaci wyglądają zaskakująco płynnie, co rodzi pytania, czy gra zrezygnuje z klasycznych „tank controls” na rzecz bardziej nowoczesnego sterowania.
Zobacz też: Test Dream Machines RX5080-16PL27. Laptop do gier dla bajecznie bogatych
Pulsebreaker to nie tylko sentymentalna podróż, ale i próba ożywienia zapomnianego gatunku w nowej, świeżej odsłonie. Valles nie tylko odtwarza estetykę starych horrorów, ale też stara się dodać im współczesnej dynamiki. Jeśli finalna wersja utrzyma klimat i jakość zapowiedzi, gra może stać się prawdziwym czarnym koniem wśród niezależnych tytułów grozy. A dla fanów klasyki – obowiązkowa pozycja na radarze.
Źródło: dsogaming.com
Dziękujemy za wsparcie!