Recenzja Metal Gear Solid Delta: Snake Eater. Nowe szaty króla?
Gdy kilka lat temu ogłoszono powstawanie remake’u kultowej odsłony serii Kojimy, wielu graczy nie kryło ekscytacji. Oto bowiem na salony powróci nie tylko legendarna marka gier wideo, ale również jedna z jej najbardziej cenionych części. Tym razem na nowo i bez wielkiego Hideo Kojimy. Choć Konami obiecywało wierność względem oryginału, niektórzy odczuwali niepokój. Czy to ma prawo się udać? Sprawdźmy, jak Recenzja Metal Gear Solid Delta: Snake Eater radzi sobie na współczesnych konsolach.
Spis treści:
- Snake powraca! Metal Gear Solid Delta: Snake Eater, czyli nowy remake
- Historia w Metal Gear Solid Delta: Snake Eater? Wiecie, czego się spodziewać
- Jest nowocześnie! Mechaniki i inne sztuczki Snake’a
- Grafika, czyli piękno, ale i brzemię
- Nowa gra po staremu
- Co z optymalizacją? Bywa różnie…
- Dla kogo jest Metal Gear Solid Delta: Snake Eater?
Snake powraca! Metal Gear Solid Delta: Snake Eater, czyli nowy remake
Chociaż od lat rynek gier wideo słynie z kolejnych powrotów w postaci remake’ów i remasterów, to sztuka ta łatwa nie jest. Samo odtworzenie znanej nam historii, odświeżenie jej czy zrobienie „na nowo” wcale nie oznacza z miejsca sukcesu i podbica wyników sprzedażowych. Nie chodzi o sam przesyt, a raczej podejście graczy. Jesteśmy naprawdę nieźle wyczuleni na bezczelne skoki na kasę, które próbują uskuteczniać niektórzy wydawcy czy deweloperzy. O ile dobry remake – taki z krwi i kości – kultowej gry wydaje się być czymś pożądanym, to niekiedy remastery kompletnie nie mają sensu. Jak widać, opcji jest kilka. A z jaką mamy do czynienia w przypadku gry Metal Gear Solid Delta: Snake Eater?
To dość ciekawe, bo… niejednoznaczne. Z jednej strony bowiem gra jest remake’iem. Zmienia się tu wszystko, wszak oryginał pojawił się jeszcze w czasach prehistorycznego PlayStation 2. Twórcy ze studia Virtuos odpowiedzialnego za prace nad grą mieli zatem do wykorzystania całą moc drzemiącą w obecnej generacji. I to widać, bo kultowy tytuł sprzed kilku generacji dojrzał, wypiękniał i od początku cieszy oko wspaniałymi animacjami, bujną roślinnością i całokształtem wizualnym, który dwie dekady temu był poza granicami wyobraźni niemalże wszystkich graczy.

Na nowo, ale tak samo
Z drugiej jednak strony, po zagłębieniu się w szczegóły, w grze nie zmieniło się praktycznie nic. Chodzi tu zarówno o projekt rozgrywki, misje, założenia fabularne, możliwości czy nawet i samego aktora wcielającego się w tytułowego bohatera. Snake przemawia do nas tym samym głosem, co w oryginalnej grze z ery PS2. Dla największych fanów to ogromna zaleta i nie ma się co dziwić. Już od początku między nową a oryginalną grą buduje się bardzo mocna nić połączenia. To owszem, nowy tytuł, ale w żadnym momencie nie rezygnujący ze swojego mocnego dziedzictwa. Nie sposób nie docenić takiego postawienia sprawy. Konami nie chciało oddzielać się grubą kreską od tego, co stworzył Kojima. Choć twórca nie jest już z japońską firmą związany, to nadal występuje wielokrotnie w napisach początkowych i nikt nie próbuje ukryć faktu, że to on odpowiada za oryginał. A omawiany remake to „tylko” odtworzenie tego wszystkiego w wierny oryginałowi sposób. Czy taka gra jest zatem godna uwagi i zasługuje na wysoką notę? Pora przetestować to całe Metal Gear Solid Delta: Snake Eater. Sprawdźmy, ile esencji legendy jest w nowej-starej grze.
Zobacz też: Najtańszy Xbox Game Pass. Czy warto go kupić?
Historia w Metal Gear Solid Delta: Snake Eater? Wiecie, czego się spodziewać
W oryginalnej produkcji, jak i na przestrzeni całej serii MGS, fabuła grała pierwsze skrzypce. O randze tego elementu najlepiej świadczy fakt, że już od początku jesteśmy „bombardowani” przegadanymi scenkami przerywnikowymi, którymi można by obdarzyć mnóstwo innych gier. A i tak w dziele Kojimy/Konami ostałoby się sporo materiału do oglądania. W remake’u Snake Eatera fabularnie nie zmieniło się oczywiście nic względem tego, co poznaliśmy w przypadku gry z czasów PlayStation 2. Jest połowa lat 60. ubiegłego wieku, a najważniejszym wydarzeniem na świecie jest trwająca Zimna Wojna. Stąd też pojawia się konieczność zadziałania na tyłach wroga, a konkretniej na terytorium Związku Radzieckiego.

Chociaż historia nie otrzymała jakichkolwiek zmian, szlifów czy rozbudowania (w sumie, po co?), to z pewnością dziś możemy na nią spojrzeć nieco inaczej. Jako że perspektywa jest przywilejem historyków, tak i my jako gracze bez trudu rzucimy okiem na przedstawiane wydarzenia nieco inaczej. Motywem przewodnim naszej misji jest oczywiście uratoranie świata przez nuklearną zagładą. Na tym jednak założenia się nie kończą, bo po drodze będzie nam dane poznać wiele charakterystycznych bohaterów, poprzebierać się za niektórych czy… A zresztą, co mi tam. Pamiętacie ten motyw z manipulowaniem czasem w grze przy pomocy zegara systemowego konsoli? Tak, to nadal jest dostępne – i zapewne wiecie, którego (szaleni istotnego!) przeciwnika da się w ten sposób ukatrupić…

Jest nowocześnie? Mechaniki i inne sztuczki Snake’a
Aż chciałoby się pomyśleć, że takie „unowocześnienie” przygód Snake’a to powód do wprowadzenia naprawdę wielu zaawansowanych zmian. A byłoby w czym grzebać, wszak mowa przecież o mnóstwie animacji, ruchów postaci, interakcji, działań w świecie gry i nie tylko. Cóż, jest z tym jednak pewien problem. Szybko okazuje się bowiem, że „nowy” Metal Gear Solid to tak naprawdę… kopia oryginalnej gry. Jasne, uładniona, usprawniona, jednak operująca na tym samym zestawie animacji, schematy rozgrywki i tak dalej. W zasadzie największą nowością pozostaje… silnik gry, czyli Unreal Engine 5. Biorąc jednak pod uwagę jego wydajność zastanawiam się, czy to wada, czy też zaleta.
Największym zarzutem pozostaje dla mnie jednak podzielenie całego śwaita gry na małe lokacje. Przechodzenie z jednej do drugiej wiąże się oczywiście z odpowiednim ekranem ładowania i chwilowym wybiciem nas z immersji. O ile taki zabieg był powszechnie stosowany choćby 20 lat temu, tak teraz jest to moim zdaniem niedopuszczalne. Jeżeli chcemy zaserwować grę w sosie retro, to nie bawmy się w jakiegoś rodzaju remake’i. W tym wypadku to po prostu nie trzyma się całości. Czy Konami chciało zrobić remake jak najmniejszym kosztem? Niestety, tak sugeruje nam to sama gra. Zmiana konstrukcji świata wymagałaby ogromnych przebudowań samej gry, a nie jedynie „podrasowania” jej z użyciem UE5, przy jednoczesnym pozostawieniu wszystkiego tak, jak było. Nie o to powinno jednak chodzić, gdy odświeżamy kultową produkcję, reklamujemy ją jako zupełnie nowy produkt i chcemy, aby kosztował sporą kasę.
Teoretycznie, jako takim ratunkiem pozostaje tryb Legacy. Pozwala on nam zastosować ustawienia kamery i sterowania tak, jak w oryginale. Wtedy to już absolutnie wszystko poza grafiką jest takie, jak w oryginalnej grze. Jeżeli jednak nowa grafika wiąże się ze słabą wydajnością (o tym za moment), to nie wiem, czy nie lepiej byłoby po prostu odpalić kompatybilną, ale jednak oryginalną wersję tej produkcji. Nowa oprawa nie jest aż tak oszałamiająca, a i pierwowzór nie wyglądał źle. Ba, miał swój niesamowity klimat. Po co zatem taki remake? Ciężko w tym wypadku stwierdzić.
Grafika, czyli piękno, ale i brzemię
Mam nadzieję, że lubicie wirtualną florę, bo natury w Metal Gear Solid Delta: Snake Eater naoglądacie się sporo. Od samego początku mamy okazję buszować w niezliczonych połaciach terenów „zielonych”. Będą krzaki, lasy, wysokie trawy, tereny bagienne i… Wszystko to prezentuje się świetnie. To chyba największa siła omawianego remake’u. Świat gry, choć pozamykany na małe lokacje, robi wrażenie dbałością o szczegóły. W połączeniu ze skradankową naturą produkcji rozgrywka w takich warunkach jest wręcz świetna. Możemy cieszyć oczy zarówno pieczołowicie wykonanymi teksturami rzeczy zapewniających nam osłonę, jak i naszego rynsztunku. Snake może wszak przybierać różne „wdzianka” kamuflujące, co wprost genialnie wygląda w dżungli, lasach, czy bardziej industrialnych otoczeniach. Tych też nie brakuje w grze.

Nie tylko otoczenie czy model naszej postaci zasługują na pochwałę. Świetne wrażenie robią wszyscy bohaterowie, których będziemy mieli okazję obserwować na ekranie. Co ciekawe, naprawdę nieźle prezentuje się też zestaw animacji. Choć te korzystają z oryginalnie nagranych ruchów z motion capture, to mimo upływu lat, wciąż trzymają poziom. Wychodzi na to, że nawet w erze PS2 twórcy byli w stanie dobrze przenosić ludzkie ruchy do świata gier wideo. Poruszanie się, zwłaszcza naszego bohatera, to istna poezja wizualna. A trochę się tego naoglądamy, czy to podczas cichych eliminacji, ukrywania w pustych pniach lub wspinaczki. Jest dobrze.
Na pewno ogromnym wyróżnikiem gry wobec oryginału jest oświetlenie. O ile fabuła, animacje czy rozgrywka pozostają bez większych zmian, tak światła i cienie to coś, co przenosi tytuł do 2025 roku. Wodotryski graficzne mają tu mnóstwo okazji do zaprezentowania nam swoich walorów. Światła przedostają się przez bujną roślinność, szukając drog wyjścia między liśćmi czy krzewami. Są też zmieniające się warunki pogodowe, co pozwala nam ujrzeć inne oświetlenie w deszczu, lub zwyczajnie pod osłoną nocy. Jasne, nie jest to jakiś poziom świateł rewolucjonizujący gry wideo, ale mowa o remake’u wiekowej gry. To czynnik, który jest największym wyróżnikiem nowej produkcji w porównaniu do oryginału. I zrealizowano go na bardzo wysokim poziomie, za co należą się słowa uznania dla twórców. Wszystko to jednak prowadzi nas do pewnego… problemu.
Nowa gra po staremu – to niesie pewne problemy
Wiemy już, że w gruncie rzeczy Metal Gear Solid Delta: Snake Eater to ta sama gra, co przed laty. Z drygiej strony widzimy też wyjątkową, nowoczesną oprawę remake’u. To prowadzi ostatecznie do szeregu zgrzytów, które u części graczy wywoła spory dysonans. Chodzi mi głównie o to, że mamy do czynienia z naprawdę ładnymi, nowoczesnymi szatami i… nieco przestarzałą zawartością. Przykład? Wystarczy rzucić okiem na wszelkiej maści pakiety do zebrania z ziemi, które lewitują nad nią i obracają się na modłę z czasów PS1 i PS2. Nie liczcie, że z wroga w naturalny sposób wypadnie skrzyneczka do zebrania. Tu jest retro pełną gębą, co w połączeniu z zestawem pięknego oświetlenia wygląda… dziwnie.

Porównanie z oryginałem, czyli ogromne różnice
Jasne, nie jest to jakaś potężna wada, ale podczas rozgrywki towarzyszyło mi nieustane poczucie braku konsekwencji ze strony twórców. Z jednej strony zaserwowali nam coś wprost na miarę obecnej generacji konsol, z drugiej gra stoi w rozkroku między tym a swoim oryginałem z czasów drugiego PlayStation. Można to tłumaczyć swego rodzaju „zamysłem” twórczym, jednak ja tego nie kupuję. Da się odtworzyć wiernie oryginał ze wszystkimi istotnymi smaczkami, bez tworzenia takiego dysonansu. W tym wypadku otrzymaliśmy zatem z grubsza oryginalne, stareńkie części, które upakowano w nowej karoserii samochodu. Czy to dobry pomysł? Cóż…
Co z optymalizacją? Bywa różnie…
Produkcję ogrywałem już jakiś czas po premierze, dlatego nie dotknęły mnie te pierwsze, dość głośne problemy z optymalizacją. W sieci dało się wyczytać, że bywało źle, a nawet wersja odpalana na PS5 Pro potrafiła mieć spore problemy z utrzymaniem płynności. Ostatecznie patche naprawiły te niedogodności, a ja mogłem się cieszyć niezłą wydajnością na PS5 bez dopisku Pro. Czy jednak było to doświadczenie idealne? Niekoniecznie. A winowajcą znowu wydaje się być silnik gry, czyli Unreal Engine 5.
Znowu, bowiem niejednokrotnie już gry tej generacji cierpiały z powodu zastosowania UE5. Jasne, grafika generowana przez niego może wyglądać cudownie, ale nie jest to najoptymalniejsze rozwiązanie. Wiele przykładów pokazuje, że odpowiednie narzędnie konkurencyjne w rękach wprawionych deweloperów potrafi wciągać to, co produkuje UE5, na śniadanie. Pół biedy, że w przypadku Snake Eatera udało się załatać grę po premierze. Nadal w grze natrafimy na momenty ewidentnego pogorszenia wydajności. Nie są one katastrofalne, ale gdy podczas zabawy czujemy „zaksztuszenie” to jest to znak, że do ideału sporo brakuje. I nie można wobec tego przejść obojętnie, niestety.

Zobacz też: Recenzja Cronos: The New Dawn (PS5). Najlepszy, PRLowski Dead Space… z kotami
Dla kogo jest Metal Gear Solid Delta: Snake Eater?
Często przy okazji premier remake’ów dawnych gier pojawia się w głowie wielu osób pytanie: Czy to dobry moment, aby w to zagrać? Na pewno sami nie raz pozwoliliście sobie na „poznanie” danej gry dopiero gdy ta otrzymała remaster bądź remake. Dla mnie idealnym przykładem takiego zdobycia nowych fanów jest remake kultowej Mafii. Założę się, że dla wielu był to nie tylko pierwszy kontakt z tą odsłoną (w nowych szatach), ale i samą serią jako taką. A że Snake powraca w Metal Gear Solid Delta: Snake Eater po latach, to i tak gra może być okazją do zapoznania się z serią. Lecz czy jest to dobry pomysł? Postaram się na to odpowiedzieć, chociaż sprawa nie jest łatwa.
Bo widzicie, cała seria Metal Gear Solid to gry piekielnie specyficzne. Zarówno te tworzone przez Hideo Kojimę, jak i remake Metal Gear Solid Delta: Snake Eater przy którym Japończyk nie brał udziału, są niejako gatunkiem samym w sobie. Oczywiście, to przede wszystkim skradanki – ale z tak absurdalną ilością rzeczy dziwnych, nietypowych i zaskakujących, że dla wielu graczy będzie to po prostu odpychające. Przykład? Z miejsca przygotujcie się na przerywniki filmowe trwające nawet i 20 lub więcej minut – bez ani momentu akcji czy interakcji. Ot, oglądacie i „chłoniecie” to, co autor nam przygotował. To znak rozpoznaczy Kojimy i w tym wypadku nie jest inaczej. Można to kochac, lub nienawidzić. Nie da się jednak być obojętnym.
Wyjątkowo, nie dla każdego
Właśnie to jest chyba najważniejsza cecha zarówno omawianego Metal Gear Solid Delta: Snake Eater. Nie da się przechodzić wobec tych gier obojętnym. Nie można być okazjonalnym ich fanem, który raz po raz sobie zagra, przejdzie kilka misji i odłoży w kąt. To w ogóle nie wchodzi w grę! Albo oddajemy dziełu całych siebie, łącznie z pełnym inwentarzem posiadanych przez nas wolnych godzin, albo nie zbliżamy się na krok. Ta gra to mocno ryzykowna sprawa. Będą to albo najgorzej wydane pieniądze w waszym życiu, albo początek piekielnie intensywnej obsesji. Najłatwiej jest uzyskać odpowiedź na pytanie „czy warto?” jeżeli już jesteście fanami serii. Wówczas sprawa jest banalna, dostajcie to samo co w oryginale, ale lepiej, ładniej, z pełnym dostosowaniem do współczesnych realiów. No i z odpowiednim rozwinięciem, wszak teraz technologia i na to pozwala.
Źródło: Opracowanie własne
Dziękujemy za wsparcie!
Metal Gear Solid Delta: Snake Eater
Stara gra przygotowana (prawie) na nowo
Metal Gear Solid Delta: Snake Eater to dziwny remake. Wyobraźcie sobie stare części w nowej karoserii auta...
Plusy:
- To wciąż ta sama, genialna skradanka
- Oprawa wizualna, zwłaszcza oświetlenie
- Oryginalny klimat zachowany
- Nie brak niczego, co pokochali fani oryginału
Minusy:
- Nowa grafika i stare elementy, czyli dysonans
- UE5 idealny nie jest i gra nam o tym przypomina
- Czy realnie potrzebowaliśmy tej gry?