Boska symulacja. Czy SimCity 4 przetrwało próbę czasu?

Boska symulacja. Czy SimCity 4 przetrwało próbę czasu?
Newsy PC PG Exclusive Retro

W cyfrowym świecie istnieją gry i istnieją instytucje. SimCity 4 bez wątpienia należy do tej drugiej kategorii. To nie jest po prostu gra retro, to wciąż żywy, oddychający ekosystem i niedościgniony wzór dla każdego, kto marzy o stworzeniu wirtualnej metropolii. Wydane w 2003 roku przez studio Maxis, u szczytu jego kreatywnych możliwości, dzieło to okazało się być jednocześnie kulminacją i pożegnaniem z pewną erą symulatorów. Było to narzędzie o niemal boskich możliwościach, ale też brutalny test umiejętności zarządzania, który do dziś rzuca wyzwanie najtęższym umysłom.

Spis treści:

  1. Arcydzieło zrodzone z ambicji
  2. Rewolucja zwana regionem
  3. Architekt boskiej skali
  4. Godziny szczytu i tętno metropolii w SimCity 4
  5. Muzyka samotnego burmistrza
  6. Nieśmiertelne SimCity 4

Arcydzieło zrodzone z ambicji

Początek dwudziestego pierwszego wieku to był złoty czas dla Maxis. Studio, które dało światu SimCity, pławiło się w globalnym sukcesie swojej nowej marki, The Sims. Mimo to, w sercu firmy wciąż biło pragnienie stworzenia ostatecznego, najbardziej realistycznego symulatora budowy miasta. Poprzednie odsłony, SimCity 2000 i 3000, były uwielbiane, ale czwarta część miała być rewolucją. Miała zerwać z ograniczeniami i zaoferować poziom szczegółowości, o jakim dotąd można było tylko marzyć. Ambicje te były widoczne od pierwszej chwili. Gra porzuciła stylizowaną grafikę na rzecz prerenderowanego trójwymiaru, który nawet dzisiaj potrafi zachwycić szczegółowością. Po raz pierwszy w historii serii, mogliśmy obserwować cykl dobowy, a ulice wypełniły się indywidualnymi Simami, którzy faktycznie podróżowali z domów do pracy. Mogliśmy śledzić losy pojedynczych obywateli, tworząc tak zwanych MySimów, co miało budować bardziej osobistą więź z cyfrową metropolią.

Jednak ten skok technologiczny miał swoją cenę. SimCity 4 w dniu premiery było grą niebywale wymagającą sprzętowo. Komputery z trudem radziły sobie z generowaniem tak złożonych światów, a płynność animacji często pozostawiała wiele do życzenia. Co gorsza, podstawowa wersja gry zawierała błędy, zwłaszcza w kluczowym aspekcie symulacji ruchu drogowego. Gracze szybko odkryli, że ich wspaniałe metropolie stawały się sparaliżowane przez korki, a Simowie podejmowali absurdalne decyzje komunikacyjne. Gra w pełni rozwinęła skrzydła dopiero wraz z wydaniem dodatku Godziny Szczytu. To rozszerzenie było czymś znacznie więcej niż tylko zbiorem nowych budynków. To była fundamentalna naprawa i rozbudowa krwiobiegu gry, czyli systemu transportu. Dodatek ten był tak kluczowy, że dziś większość graczy nie wyobraża sobie rozgrywki bez niego. To właśnie ta kompletna wersja, znana jako SimCity 4 Deluxe Edition, stała się legendą i tytułem, do którego wracamy po dziś dzień.

Rewolucja zwana regionem

Największą i najbardziej przełomową innowacją, jaką wprowadziło SimCity 4, było bez wątpienia porzucenie idei pojedynczego, izolowanego miasta. Zamiast tego otrzymaliśmy widok regionu, czyli rozległej mapy podzielonej na dziesiątki mniejszych i większych działek, które mogliśmy zabudowywać. Każda z tych działek stawała się osobnym miastem, ale wszystkie istniały we wspólnym, połączonym ekosystemie. To był absolutny przełom w myśleniu o urbanistyce w grach wideo. Ta zmiana zmusiła graczy do myślenia strategicznego i planowania na niespotykaną dotąd skalę. Już nie dało się stworzyć jednego miasta, które byłoby idealne we wszystkim. Zamiast tego gra zachęcała do specjalizacji. Można było założyć jedno miasto jako brudne, przemysłowe zagłębie, które zatruwało okolicę, ale dostarczało tysięcy miejsc pracy. Obok niego mogło powstać zamożne, czyste osiedle sypialniane, którego mieszkańcy codziennie dojeżdżali do pracy w sąsiedniej metropolii.

CZYTAJ RÓWNIEŻ  Gracze nie wierzą, że to gra za darmo. Fabularny horror zachwyca i zbiera 10/10 na Steam

System ten opierał się na twardych danych. Miasta zawierały ze sobą umowy handlowe na energię elektryczną, wodę czy wywóz śmieci. Popyt na strefy mieszkalne, handlowe i przemysłowe był liczony w skali całego regionu. Oznaczało to, że budując w jednym miejscu drapacze chmur, tworzyliśmy zapotrzebowanie na siłę roboczą w innym. Ten skomplikowany system wzajemnych zależności sprawił, że SimCity 4 stało się bardziej symulacją zarządzania całą aglomeracją niż pojedynczą miejscowością.

Architekt boskiej skali

Zanim jednak mogliśmy położyć choćby jeden fragment drogi, gra oferowała nam tryb boga. Było to potężne narzędzie do terraformacji, które pozwalało nam rzeźbić teren z precyzją godną artysty. Mogliśmy wznosić potężne pasma górskie, kopać głębokie kaniony rzeczne, tworzyć delikatne plaże i rozległe doliny. Ten etap był sam w sobie relaksującym doświadczeniem, dającym poczucie absolutnej kontroli nad światem, który za chwilę mieliśmy ożywić.

Sprawdź poradnik jak złożyć komputer samodzielnie.

Gdy teren był gotowy, przechodziliśmy do trybu burmistrza, gdzie zaczynała się właściwa gra. Sercem symulacji pozostał klasyczny system stref RCI, czyli Residential, Commercial, Industrial. Naszym zadaniem było wyznaczanie obszarów pod budownictwo mieszkaniowe, usługi oraz przemysł. Jednak w SimCity 4 system ten osiągnął mistrzowski poziom złożoności. Strefy miały różne poziomy gęstości, a o tym, co na nich wyrośnie, decydowała skomplikowana siatka czynników.

Gra nieustannie analizowała takie parametry jak wartość gruntu, poziom zanieczyszczenia, dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej, wskaźniki przestępczości oraz czas dojazdu do pracy. Tylko na czystych, bezpiecznych i dobrze skomunikowanych terenach z wysoką wartością gruntu mogły powstać luksusowe apartamentowce dla zamożnych Simów. Z kolei przemysł wysokich technologii wymagał obecności wykształconej kadry. Zarządzanie tymi zależnościami było niczym gra w szachy z samym organizmem miejskim.

Godziny szczytu i tętno metropolii w SimCity 4

Jak wspomniano, dodatek Godziny Szczytu był kluczowy. Wprowadził on do gry całą gamę nowych narzędzi transportowych, które wreszcie pozwoliły burmistrzom okiełznać chaos na ulicach. Otrzymaliśmy szerokie aleje, drogi jednokierunkowe, naziemne autostrady, kolej miejską, a nawet futurystyczną kolej jednoszynową. Każde z tych rozwiązań miało inną przepustowość i koszt utrzymania, co tworzyło kolejną warstwę strategicznej układanki. Dzięki temu transport stał się prawdziwą grą w grze. Symulacja ruchu była bezlitosna. Źle zaprojektowane skrzyżowanie potrafiło zakorkować całą dzielnicę. Gra w czytelny sposób pokazywała nam potoki ruchu, wizualizując trasy, jakimi tysiące Simów próbowały dostać się do celu. Optymalizacja sieci drogowej i transportu publicznego stawała się obsesją i jednym z największych wyzwań, jakie stawiał tytuł. Rozwiązanie potężnego zatoru komunikacyjnego dawało satysfakcję porównywalną ze zbilansowaniem budżetu.

Dodatek wprowadził też tryb U Drive It, czyli możliwość osobistego pokierowania różnymi pojazdami, od radiowozów po helikoptery. Mogliśmy brać udział w misjach, takich jak ściganie przestępców czy gaszenie pożarów, co było miłą odskocznią od poważnego zarządzania. Choć była to raczej ciekawostka, pozwalała docenić skalę stworzonej przez nas metropolii z zupełnie nowej, ulicznej perspektywy. Pokazywała też, jak pięknie i szczegółowo zaprojektowany był ten świat.

CZYTAJ RÓWNIEŻ  Ostatnie godziny na odebranie dwóch gier za darmo w Epic Games Store

Muzyka samotnego burmistrza

Nie można pisać o SimCity 4, nie wspominając o jego absolutnie genialnej ścieżce dźwiękowej. Kompozytor Jerry Martin i jego zespół stworzyli zestaw utworów, które idealnie definiowały atmosferę gry. Była to mieszanka atmosferycznego ambientu, łagodnego jazzu i niemal filmowych kompozycji orkiestrowych, które zmieniały się w zależności od pory dnia w grze oraz poziomu przybliżenia kamery. Ta muzyka miała w sobie nutę melancholii, idealnie pasującą do samotnych godzin spędzanych nad wykresami budżetowymi.

Dźwięki te budowały unikalny klimat kontemplacji. Podczas gdy w trybie regionu słyszeliśmy spokojne, nastrojowe utwory, tak przybliżenie kamery do tętniącego życiem centrum uruchamiało bardziej dynamiczne, jazzowe kawałki, oddające energię metropolii. Muzyka z SimCity 4 stała się tak ikoniczna, że dla wielu graczy jest nierozerwalnie związana ze wspomnieniami nocnych sesji planistycznych. Była to ścieżka dźwiękowa do myślenia, idealne tło dla kreatywnego procesu. Sama oprawa audio również stała na najwyższym poziomie. Zbliżenie kamery na poszczególne dzielnice pozwalało usłyszeć ich charakterystyczny gwar. Inaczej brzmiała spokojna, podmiejska dzielnica willowa, inaczej głośne i brudne zagłębie przemysłowe, a inaczej zatłoczone centrum handlowe pełne syren i klaksonów. Gra żyła nie tylko wizualnie, ale również dźwiękowo, dając nam bezcenne informacje zwrotne o kondycji naszego miasta.

Nieśmiertelne SimCity 4

Ostatecznym dowodem na wielkość SimCity 4 jest fakt, że gra ta żyje i ma się doskonale ponad dwie dekady po swojej premierze. Oficjalne wsparcie ze strony twórców dawno wygasło, ale pałeczkę przejęła niezwykle oddana i utalentowana społeczność moderska. To właśnie fani sprawili, że tytuł ten osiągnął status niemal nieśmiertelnego, przeobrażając go w coś znacznie większego niż przewidzieli sami autorzy. Najważniejszym dziełem społeczności jest bez wątpienia NAM, czyli Network Addon Mod. To gigantyczna modyfikacja, która całkowicie przebudowuje i rozszerza system transportu.

Wprowadza dziesiątki nowych typów dróg, realistyczne skrzyżowania, ronda, systemy kolei i autostrad, a co najważniejsze, naprawia ostatnie błędy w algorytmach wyszukiwania trasy przez Simów. Dziś granie w SimCity 4 bez tej modyfikacji jest uznawane za niekompletne doświadczenie. Oprócz tego powstały tysiące niestandardowych budynków, tekstur, narzędzi do upiększania terenu i modyfikacji balansu rozgrywki. Społeczność stworzyła narzędzia, które pozwoliły przekroczyć ograniczenia silnika gry. Dzięki temu w pełni zmodyfikowane SimCity 4 potrafi wyglądać olśniewająco, oferując niemal fotorealistyczne panoramy miast. To właśnie ta niesamowita pasja fanów jest ostatecznym testamentem wielkości projektu Maxis i powodem, dla którego SimCity 4 pozostaje królem symulatorów, do którego wciąż z pokorą wracamy.

Źródło: Opracowanie własne

Drogi Czytelniku! Niektóre odnośniki zawarte w artykułach mają charakter afiliacyjny. Kliknięcie w taki link lub dokonanie za jego pośrednictwem zakupu, nie wiąże się dla Czytelników z żadnymi dodatkowymi kosztami. Pozwala nam natomiast otrzymać prowizję, dzięki której możliwe jest utrzymanie i rozwój pracy Redakcji.

Dziękujemy za wsparcie!
Dawid Szafraniak
O autorze

Dawid Szafraniak

Redaktor
Pierwsze growe szlify zbierał jeszcze w erze PS1, aby później zapoznawać się z kolejnymi wcieleniami japońskiej konsoli, skosztować Xboksa i Switcha. Ostatecznie najbardziej lubi PC, a ostatnio nawet i granie w chmurze. Królują u niego FPS-y, gry akcji nieczęsto górujące nad filmami i tytuły wyścigowe, które podobno #nikogo. Święta Trójca gamingu? Pierwsze Modern Warfare, seria Mass Effect i Uncharted. Bez tego nic nie miałoby sensu. Poza grami lubi planować kolejne podróże i chwytać za aparat fotograficzny podczas meczów piłki nożnej.