Tanie gry ze świetną fabułą. 15 perełek od indie do AAA za max 15 zł
Virginia
To coś dla lubiących eksperymenty narracyjne. Virginia to krótka interaktywna gra detektywistyczna osadzona w latach 90. XX wieku. Wcielamy się w policyjną agentkę FBI. Gra jest pozbawiona jakichkolwiek dialogów – wszystko poznajemy poprzez reportaże, notatki, gesty i wycinanki filmowe. Brzmi… nudno? Efektem jest jednak bardzo filmowy klimat. Czujemy się jak reżyserowie własnego odcinka serialu kryminalnego. Fabularnie Virginia to zagadkowa historia stanowiąca połączenie Twin Peaks i The Twilight Zone, tajemnicza i wręcz surrealna (część zakończenia wyjaśnia się dopiero po ponownym przejściu).
Trzeba przyznać, że gra nie każdemu wpadnie w gust, choć z pewnością szybko się ją przechodzi. Mimo wszystko za kilka złotych dostajemy absolutnie nietuzinkowe doświadczenie. Wielu doceni nietypowe prowadzenie narracji i filmową reżyserię, jeśli lubicie klimaty jak z Twin Peaks czy innych psychologicznych thrillerów, Virginia może was naprawdę pochłonąć.
Syberia
Wracamy do klasyki przygodówek. Syberia z 2002 roku to jedna z najbardziej znanych gier pokera point-and-click i nadal ma coś w sobie, czego brakuje nowym produkcjom. Wcielamy się w Kate Walker, amerykańską prawniczkę, która początkowo przyjeżdża do malutkiego alpejskiego miasteczka w celu zamknięcia umowy, lecz wplątuje się w o wiele większą przygodę. Fabuła szybko przeradza się w ekscentryczną podróż pociągiem śnieżnymi pustkowiami, w poszukiwaniu wynalazcy maszynowców, Hansa Voralberga.
Gra jest zaskakująco nastrojowa: dużo tu pięknych pejzaży, zagadek związanych ze starymi mechanizmami oraz subtelnego, melancholijnego podtekstu (automatyczne mamuty, dawno zapomniane melodie zegarów itd.). Syberia ma w sobie coś z ilustrowanej bajki steampunkowej. Wszak jest jednocześnie spokojna i wciągająca. Za cenę niecałych 15 zł otrzymujemy kompletną grę, która spodoba się wszystkim miłośnikom klasycznych przygodówek i nietuzinkowych światów. W sam raz, żeby po skończonej kampanii wrócić do ciepłego pokoju z dobrą herbatą.
Quantum Break
To już mocny akcyjniak z unikalnym twistem. Quantum Break to strzelanka trzecioosobowa od Remedy (twórców m.in. Alana Wake’a), osadzona w niedalekiej przyszłości. Gramy Jackiem Joyce’em, który przypadkiem wplątuje się w katastrofalny w skutkach eksperyment. Dzięki temu Jack zyskuje umiejętność manipulowania czasem (potrafi go zatrzymać, zwolnić, a nawet cofnąć!). Walczymy z głównym „złolem”, który chce zawładnąć czasem i uszczęśliwić ludzkość po swojemu.
Istotnym „ficzerem” w Quantum Break jest to, że gra co kilka rozdziałów przechodzi w… serial. Część cutscenek to tak naprawdę odcinek serialu z aktorami! Dzięki temu produkcja działa jak interaktywny serial sci-fi z napięciem, efektowną akcją i czasowymi paradoksami w tle. Oczywiście, jest sporo strzelania, efektów specjalnych i heroicznych momentów. Za kilkanaście złotych otrzymujemy tu całkiem sporo: z jednej strony nieskomplikowaną strzelankę na poziomie Uncharted, z drugiej wciągające scenariuszowo eksperymentowanie z czasoprzestrzenią. Dla fana filmowej akcji i motywów science fiction to tytuł obowiązkowy.
Star Wars: Knights of the Old Republic
Ta leciwa już (ale wciąż świetna) gra to flagowa pozycja dla każdego fana Gwiezdnych Wojen. KOTOR przenosi nas tysiące lat przed znaną z wielkiego ekranu sagą. Gramy tu młodym adeptem Zakonu Jedi, który przypadkiem zostaje wrzucony w wir galaktycznych intryg i sam musi zdecydować, czy podążać ścieżką światła, czy ciemności.
Pod zawirowaniami fabularnymi to klasyczne RPG studia BioWare, więc ogromny nacisk położono na dialogi i rozwój postaci (używacie mieczy świetlnych, wybieracie stronnictwo Mocy, a nasiąknięte galaktycznymi sekretami historie to esencja tego uniwersum). Fabuła potrafi zaskoczyć, zachwycić, zasmucić, więc w zasadzie wywołać wszystkie najważniejsze uczucia towarzyszące dobrej historii. Najpiękniejsze jest jednak to, że za te kilkanaście zł dostajemy kawał dobrej gry z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Jeśli marzycie, by raz poczuć się jak Jedi z naprawdę zakazaną wiedzą, to „Rycerze Starej Republiki” nawet po latach wciągają jak najlepsze filmy.
Alan Wake Collector’s Edition
Na koniec zostawiamy mroczny thriller jednego z najlepszych studiów dziś w branży, Remedy Entertainment (tak, zrobili też wymieniane wyżej Quantum Break. Alan Wake to gra akcji z silną narracją, w której wcielamy się w tytułowego pisarza kryminałów i horrorów. Alan przyjeżdża ze swoją żoną do górskiego miasteczka Bright Falls, żeby odpocząć i przełamać twórczą niemoc… ale już po chwili rzeczywistość zaczyna pisać go na nowo. Rytm gry podzielono na odcinki niczym serial telewizyjny; w każdy wciska się nutka grozy jak w Z Archiwum X. Najważniejsza zasada w tej grze brzmi: światło zawsze wygrywa z ciemnością.
Historia jest naprawdę wciągająca, przesiąknięta nawiązaniami do kultowych dzieł grozy, czerpiąca inspiracje przede wszystkim z bogatego dorobku Stephena Kinga. Poza tym warto zwrócić uwagę, że za niewielką cenę dostajemy bogatszą edycję kolekcjonerską (choć wcale aż tak bogata nie jest, mimo wszystko to plus). Niemniej Alan Wake to personalnie jedna z moich ulubionych gier… w ogóle. Jasne, ma wiele niedociągnięć i chybionych pomysłów, ale to nadal jedyny taki klimat, bohaterowie i możliwość przeżycia historii grozy w konwencji najlepszego serialu. Jeśli lubicie napięcie i historie z pogranicza snu i jawy, Alan Wake będzie strzałem w dziesiątkę.
Dziękujemy za wsparcie!