Podwyżka cen Xbox Game Pass to świetna wiadomość. Oto, czego się nauczymy
Po wielu latach korzystania z abonamentu Microsoftu zadałem sobie pytanie – czy to nadal ma sens? Mimo góry wspaniałych gier, ostatnia podwyżka cenowa sprawiła, że zacząłem mieć potężne wątpliwości. I nie oszukujmy się, wy zapewne też. Czy wariant za ponad 100 złotych nadal jest tym, czego potrzebujemy jako gracze?
Nowe ceny Xbox Game Pass
W idealnym świecie podwyżka ceny danej usługi wiązałaby się (koniecznie!) z wieloma ułatwieniami dla posiadaczy czy po prostu poszerzeniem gamy oferowanych dóbr. Ba, w jeszcze lepszym świecie droższy byłby jedynie dodatkowy, nowy próg, który pozwalałby otrzymać coś ekstra, jednocześnie nie pogarszając oferty tego, co mieliśmy do tej pory. Widzę to w prosty sposób. Otrzymujemy X, płacąc za to np. 50 złotych. Twórca wprowadza próg Y, odpowiednio lepszy, za 70 złotych, ale nie zabiera nam niczego z X. My możemy, bądź nie, skorzystać z oferty i cieszyć się czymś ekstra. Ale to dobrowolne, bo wcale nie musimy płacić za coś, co akurat nas nie interesuje. Brzmi fajnie?
Niestety, świat tak nie działa, a przynajmniej nie ten, w którym inwestorzy naciskają na firmy w celu otrzymywania jeszcze większych zysków. Oj nie, w naszej rzeczywistości podwyżki z reguły muszą wiązać się z pogorszeniem jakości danej usługi w taki sposób, aby zachęcić nas do płacenia więcej za coś, co nie tak dawno było standardem odpowiednio tańszym. Tak było w przypadku serwisów streamingowych (choćby Netflixa), tak jest też w świecie abonamentów dla graczy. I wreszcie, tak jest również w przypadku abonamentu Xbox Game Pass.
W ostatnim czasie ogromnym wydarzeniem okazała się rewolucja we wspomnianej usłudze. Microsoft postanowił nie tylko zmienić poszczególne progi, ale przede wszystkim podnieść ich cenę. Największym echem odbiła się podwyżka najwyższego wariantu, czyli Xbox Game Pass Ultimate. Za pełny pakiet dobrodziejstw od Microsoftu na PC i konsolach trzeba teraz płacić aż 114,99 zł miesięcznie. To znacznie drożej, niż wcześniej.
Zobacz: Abonament Xbox Game Pass: Czy wyższa cena oznacza większą wartość?
Ceny mocno w górę, dlaczego?
Podwyżek cen należy wypatrywać przede wszystkim w rosnących cenach… czegokolwiek, a to z kolei wynika z chęci poszerzania wpływów do kasy firmy i inwestorów. W zasadzie ciężko się dziwić, że taki hegemon rynku, jakim jest Microsoft ze swoim XGP postanowił zebrać nieco więcej, niż do tej pory. Oczywiście podwyżka wiązała się z dużym wysypem nowości. Do abonamentu dodano całe mnóstwo gier, w tym kilka hitów. Do tego jako gracze jesteśmy przyzwyczajeni, ale jednak poniekąd wybrano taki, a nie inny moment, właśnie, żeby niejako zatuszować sprawę nowych cen. To jednak od początku było niemożliwe, bo jako konsumenci nie lubimy takich rewolucji. Ciężko się komukolwiek dziwić. Jak wygląda nowa struktura abonamentu? Przypomnijmy sobie:
Xbox Game Pass Ultimate
Ultimate w nowej cenie 114,99 zł to najdroższy abonament gamingowy. Microsoft broni się biblioteką ponad 400 tytułów i dodatkami, takimi jak Ubisoft+ Classics czy Fortnite Crew. I tu jest pies pogrzebany. Dla gracza, którego nie interesują mikropłatności w Fortnite ani starsze tytuły Ubisoftu, te „dodatki” są po prostu bezużytecznym balastem. Płacimy za nie, choć z nich nie korzystamy. To sztuczne zawyżanie wartości, które ma uzasadnić horrendalną cenę.
Magia starego Ultimate polegała na świętym spokoju. Nie musieliśmy się zastanawiać, czy gra jest warta kupienia. Wystarczyło pobrać. Przy cenie 114,99 zł, ten spokój jest ekstremalnie kosztowny. Roczny wydatek bliski 1400 zł zmusza nas do „odrabiania” abonamentu – grania intensywnie, żeby subskrypcja się „zwróciła”. Usługa, która miała ułatwiać życie, staje się presją. Ultimate to także jedyny plan, który gwarantuje najlepszą jakość strumieniowania (do 1440p) i najkrótsze kolejki w chmurze. To nie jest przypadek. Microsoft celowo segmentuje użytkowników: chcesz najlepszych warunków technicznych? Musisz wybrać najdroższy plan. To polityka, która w kontekście usługi dla „każdego” brzmi anty-konsumencko.
Xbox Game Pass Premium – środkowy próg
Plan Premium, utrzymujący cenę w okolicach dawnego Standard (54,99 zł), wydaje się być nowym „złotym środkiem”. Oferuje ponad 200 gier i nielimitowaną chmurę. Jest w nim jednak potężny haczyk. W Premium dostajemy nowe gry Xbox Game Studios, ale z rocznym opóźnieniem (bez Call of Duty). To ogromna wada dla każdego, kto chce być na bieżąco. Plan ten staje się „subskrypcją dla cierpliwych”, co jest sprzeczne z duchem współczesnego gamingu. Microsoft świadomie kanibalizuje własną ofertę Ultimate, dając Premium „akceptowalny” katalog, ale odcinając go od najbardziej pożądanej korzyści.
Mimo nielimitowanej chmury, Premium nie ma priorytetu. Oznacza to, że w gorących okresach, gdy wszyscy próbują zagrać w chmurze w popularny tytuł, gracze Premium mogą doświadczać dłuższych kolejek i gorszej jakości obrazu niż ci, którzy płacą 114,99 zł. Jest to wyraźny sygnał: oszczędzasz, więc musisz się liczyć z gorszą usługą.
Xbox Game Pass Essential, czyli tylko podstawy
Plan Essential (36,99 zł) to najtańsza brama, stworzona głównie dla tych, którzy potrzebują multiplayera online (za który na PC się nie płaci, co budzi dodatkowe kontrowersje) i nielimitowanej chmury. W zamian oferuje skromny katalog ponad 50 gier. Katalog 50 gier to dla starego użytkownika Game Passa drastyczny krok w tył. Choć są tam dobre tytuły, ta liczba jest celowo minimalistyczna i działa jak wabik. Jej głównym zadaniem jest skłonienie graczy, którzy potrzebują więcej niż garstki gier, do płatnego awansu na droższy Premium.
Argument Blackwella o dodaniu bibliotek PC w Essential jest mocno naciągany. Mała liczba gier sprawia, że Essential nie jest faktycznie atrakcyjny dla graczy PC. Jest to po prostu „opłata za multiplayer” z drobnym bonusem do biblioteki, a nie faktyczny, wartościowy abonament dla pecetowców.
Skończyły się złote czasy grania!
Dla wielu graczy takie zmiany oznaczają jedno – zrezygnowanie z dalszego opłacania jakiegokolwiek abonamentu. O ile jeszcze chwilę temu posiadanie usługi było czymś oczywistym, tak teraz wyższa cena jest zbyt gorzką do przełknięcia pigułką. Problemem nie jest też sama cena. Okazuje się bowiem, że dwa niższe od Ultimate progi oferują zwyczajnie dość słabą jakość. Wyobrażacie sobie posiadanie Xbox Game Pass i jednoczesne czekanie 12 miesięcy na zagranie w gry od Microsoftu? To coś, co stanowiło o sile usługi. Teraz decyzją Microsoftu, zostało niejako wycięte z obiegu. No chyba, że zapłacicie prawie 120 złotych za dostęp do Ultimate.
To ogromna rewolucja i, jak te prawdziwe, najpewniej pożre własne dzieci. Przynajmniej z perspektywy Microsoftu nie oceniam tego ruchu jakkolwiek dobrze. Zakładam, że szybko odbije się firmie czkawką, no chyba, że… Taki był cel. Natrafiłem bowiem na „spiskowe teorie”, jakoby firma chciała powoli… wygaszać markę Xbox, nie tylko pod względem sprzętu, ale i właśnie usług gamingowych. Czyżby coś tak popularnego i chwalonego przez graczy miało przestać być jakkolwiek opłacalne?
Ale dobra, w tytule mocno was sprowokowałem, dlatego powoli zbieram się do odpowiedzi. Dlaczego (poniekąd) cieszę się z podwyżek cen Xbox Game Pass? Mam swój chory powód.
Po prostu nie mam w co grać!
I nie chodzi tu o brak gier, a ich nadmiar. Już od jakiegoś czasu zauważyłem, że ja, jak i wielu innych graczy, konsumujemy nowe produkcje pobieżnie, na chwilę, bez wgłębiania się. Ot, kolejna giereczka do pobrania z XGP ląduje na dysku, zajmie nam chwilę, a my szybko się znudzimy i wybierzemy inny tytuł. Skoro i tak „mamy to w cenie”, to kto przejmowałby się kończeniem gier? Na miejsce każdej produkcji mamy 300 innych. Mam wrażenie, że moim gamingowym życiu nastąpiła swoista inflacja zainteresowania grami. Jasne, jaram się nimi, ale niekoniecznie poświęcam każdej wybranej produkcji odpowiednią dozę uwagi.
Teraz, potencjalnie po anulowaniu abonamentu, będę skrupulatnie wybierał nowe gry. Zastanowię się nad tym, w co chcę zagrać, obejrzę kilka materiałów, poczytam co nieco i dokonam zakupu. Kupię taką grę na własność, być może za sporą kasę i nie odpuszczę, dopóki nie uporam się z jej kampanią, fabułą, czy czymkolwiek, co będzie oferować. Wsiąknę w ten świat, historię, poznam to, co do zaoferowania nam mają twórcy. Taki przynajmniej jest plan, bo 114,99 zł na miesiąc płacić to mi się nie uśmiecha. A czy wy macie podobny plan?
Źródło: Opracowanie własne
Dziękujemy za wsparcie!